Jürgen Graf – Mit Holokaustu, część trzecia

VII. Dokumentalne dowody holokaustu

A. Punkt wyjścia

Jeśli w czasie Drugiej Wojny Światowej rzeczywiście miała miejsce systematyczna eksterminacja milionów Żydów, w takim wypadku musiała istnieć specjalna, rozgałęziona organizacja, zatrudniająca tysiące pracowników. Operacji na taką skalę byłoby zupełnie niemożliwie zrealizować bez mnóstwa rozkazów i instrukcji. A w takim hierarchicznym państwie, jak Trzecia Rzesza, bez polecenia na piśmie w ogóle nic się nie działo.
Dlatego rzeczą naturalną byłoby oczekiwać całego morza pisemnych dowodów planowej eksterminacji Żydów. Czasami eksterminacjoniści zachowują się tak, jak gdyby właśnie w ten sposób wyglądała cała sprawa. Na przykład, wzorcowa praca na temat holokaustu, napisana przez Raula Hilberga, zaczyna się takim wprowadzeniem (1): «Materiał dla swojej książki Hilberg zbierał przez całe swe życie. Jest on uważany za najlepszego znawcę pierwszych źródeł, pochodzących przeważnie od samych wykonawców. Zbrodniarze – solidni w każdej sprawie – dowód swych morderstw sto tysięcy razy poświadczyli pieczątkami i stemplami».

B. Czołowy «ekspert od holokaustu» odczuwa skrajnią potrzebę dowodów

Jeśli ktoś, pragnąc wiedzy, zacznie czytać wyżej wymienione wzorcowe dzieło, które nosi tytuł «Wyniszczenie europejskich Żydów», będzie musiał czekać aż do 927-j strony, zanim napotka rozdział «Ośrodki eksterminacji», następnie, odkartkowawszy jeszcze 100 stron, znajdzie opis «sposobów niszczenia». Hilbergowi w ten sposób trzeba było zapisać 1027 stron, zanim się zdecydował poruszyć temat, wyniesiony na stronę tytułową jego tworu, poświęcając mu nieco więcej niż 20 stron! Ale i te są marnej jakości.
Obiecane na wstępie «sto tysięcy razy poświadczone» dowody przestępstw okazują się bluffem. Wszystko, na co się powołuje Hilberg, to są zeznania świadków i przyznania się wykonawców; no, jeszcze wyroki sądowe, też zbudowane na zeznaniach świadków.
Ulubieni świadkowie Hilberga to Kurt Gerstein i Filip Müller. My będziemy specjalnie mówić o «świadkach» w następnym rozdziale, ale zeznania tych dwóch «świadków koronnych» przytoczymy tutaj.
Kurt Gerstein, oficer służby medycznej SS, w 1945 r, prawdopodobnie popełnił samobójstwo we francuskim więzieniu. Jest on głównym świadkiem w sprawie Bełżca. Jego «wyznania», jak wykazał francuski badacz Henri Roques (Anri Rok), składają się z nie mniej niż sześciu wersji, które istotnie różnią się między sobą (2). W jednym wypadku Gerstein twierdzi, że zabitych gazem zostało 20 lub 25 mln ludzi. W Bełżcu, według niego, do komory gazowej o powierzchni 25 m. kw. wpychano po 700-800 osób, tj. po 28-32 osoby na 1 m. kw. Następnie Gerstein widział stosy odzieży i obuwia pomordowanych o wysokości 35-40 m. Takie są zeznania Gersteina.
Hilberg na swych 20 stronach nie mniej niż 16 razy cytuje wydrukowaną w 1979 r. książkę Filipa Müllera «Sonderbehandlung» (Specjalne traktowanie). Tamten na s. 207-208 tej swojej niesamowitej chałtury, której nie da się czytać bez napadów mdłości, opisuje z epickim rozmachem, jak to w początkach lata 1944 roku w Oświęcimiu niszczono wiele tysięcy trupów zatrutych gazem węgierskich Żydów. A robili to tak: trupy warstwami układano w głębokim dole i tam doszczętnie spalano przy pomocy drew. Jako dodatkowy materiał palny występował tłuszcz, wyciekający z trupów. Spływał on w czasie palenia się do specjalnie w tym celu wykopanych rowków, które wpadały do zbiornika. Górną, roztopioną warstwę tego tłuszczu członkowie specjalnych drużyn (Sonderkommandos) zbierali długimi łyżkami i polewali z nich trupy, żeby lepiej się paliły.
Wszystko to jest, oczywiście, niesłychany skandal. Bez dostatecznego dopływu powietrza trupy w dole w ogóle nie będą się palić, mogą się jedynie z lekka zwęglić (4). A tłuszcz, gdyby zaprawdę zaczął wyciekać, byłby pierwszym, co by się spaliło, a gdyby nawet mimo wszystko spłynął do rowków, zapaliłby się tam od pierwszej iskry (5). No, i w ogóle: rzadko kiedy nawet czyjejś majaczącej wyobraźni przywidzi się coś takiego: głęboki dół, w nim palą się drwa, na nich warstwami leżą trupy, z których wytapia się tłuszcz, lecz nie płynie do ognia, tylko w specjalne rowki; dookoła chodzą ludzie, łyżkami na długich trzonkach czerpią ten tłuszcz i leją na trupy, i wtedy on jaskrawie rozbłyska.
Na s. 74 Müller uszczęśliwia nas jeszcze taką baśnią: «Czasami do krematorium przychodzili lekarze SS (…) Przed straceniem obydwaj lekarze obmacywali u jeszcze żywych mężczyzn i kobiet, niby u rogatego bydła, biodra i łydki, żeby wybrać sobie «lepsze kąski». Po rozstrzelaniu wybrane ofiary kładło się na stół, lekarze wycinali kawałki jeszcze ciepłego ciała z bioder i łydek i wrzucali je do przygotowanych naczyń. Mięśnie dopiero co zastrzelonych ludzi jeszcze się poruszały w konwulsjach, wiły się kurczowo, trzęsły się w wiadrach do których je składano, i te wykonywały koliste ruchy».
Taki jest «świadek koronny» Filip Müller, którego Raul Hilberg cytuje na 20 stronach 16 razy! Faktu, że nie ma żadnych dokumentów, które wskazywałyby na istnienie planu zagłady Żydów, nie może przemilczeć nawet Hilberg. Ale on znajduje dla tego kazusu doskonałe wytłumaczenie: przywódcy nazistów postanowili wyłożyć wszystko co trzeba w jednym akcie (6)!

C. «Kryminalne poszlaki» «specjalisty od holokaustu» Pressaca

W 1993 roku spod pióra francuskiego aptekarza Jean-Claude’a Pressaca wyszła książka «Krematoria Oświęcimia» (7), którą wolna prasa wolnego świata jednomyślnie ogłosiła obalającą rewizjonistów. Wcześniej, w 1989 roku, Pressac opublikował inny opus – «Oświęcim. Technika i operacje z komorami gazowymi» (8), który został ledwie zauważony przez prasę.
We wprowadzeniu do drugiej książki Pressac apetycznie obiecuje, że będzie się opierał nie na opowiadaniach świadków, lecz na dokumentach. Jednak za każdym razem, gdy zachodzi mowa o KG, Pressac powołuje się na świadków. Brak dokumentów, dowodzących chociażby tylko jeden fakt zagazowania w Oświęcimiu, zmusza Pressaca do poszukiwania poszlak ubocznych. Przytacza on dokument, który dla niego jest «ostatecznym dowodem» na istnienie KG, lecz mowy o nich w tym dokumencie w ogóle nie ma. Jest to skierowane do pewnej firmy zamówienie na dostarczenie analizatorów gazowych (szczegółowo rozpatrzymy to zamówienie niżej).
Na stronie 80 przytacza on zamówienie zarządu budowlanego w Oświęcimiu na dostarczenie hermetycznych drzwi oraz 14 głowic natryskowych dla krematorium w Birkenau (9). Z tego Pressac wnioskuje, że drzwi, poza wszelką wątpliwością, przeznaczone były dla KG, a głowice natryskowe, które rzekomo były «fałszywe», miały zwabiać ofiary do zamaskowanej przy ich pomocy KG. Drzwi jednak mogły służyć w krematorium do tego, by pracujący w nim ludzie nie ulegali zaczadzeniu dymem i żeby zapach spalenizny nie rozchodził się po wszystkich pomieszczeniach. Istnienia zaś KG te drzwi nie dowodzą w żaden sposób. O tym, że natryski były «fałszywe», w dokumentach nie ma ani słowa. No, a samo istnienie pryszniców w krematorium nie jest przecież czymś przeciwnym naturze, personel bowiem zajmował się spalaniem zmarłych na tyfus.
Na stronach 70-71 Pressac wspomina drewnianą dmuchawę dla KG w krematorium Birkenau (10). Gdyby była ona wykonana z metalu – rozumuje – przeżarłaby ją korozja pod wpływem Cyklonu B, który przecież zawiera kwas cyjanowodorowy. Później jednak – kontynuuje Pressac – były tam również dmuchawy metalowe: esesmani «przecenili niebezpieczeństwo korozji».
A teraz wyobraźmy sobie: prowadzi się eksterminację milionów ludzi niczym szkodliwych insektów i jako dowód tego haniebnego czynu «znany w całym świecie, czołowy specjalista w sprawie Oświęcimia» przedkłada nam tego rodzaju bzdury! Wielu rewizjonistycznych badaczy, a szczególnie Faurisson i Matogno, poddali wywody Pressaca analizie z druzgoczącymi wnioskami (11). W 1996 r. ukazał się w języku niemieckim zbiór artykułów na ten temat (12).

D. «Niemcy zniszczyli wszystkie dokumenty»

Jeżeli stróżów oficjalnej wersji holokaustu zapytać, dlaczego brak dokumentów, potwierdzających zabijanie Żydów, ci odpowiedzą, że Niemcy zawczasu zniszczyli wszystkie dokumenty. To samo twierdzi jeszcze jeden «świadek koronny», Brazylijczyk z pochodzenia, esesman Pery Broad, który ułożył w brytyjskim więzieniu wyczerpujące sprawozdanie o masowych mordach w Oświęcimiu. Na ostatniej stronie jego «Wspomnień» można przeczytać (13): «We wszystkich pomieszczeniach służbowych Oświęcimia płonęły stosy teczek z dokumentami, a zabudowania, które służyły do największych w historii masowych mordów, zostały wysadzone w powietrze (…)».
Broada zwolniono jeszcze w 1947 r. (14), mimo że Brytyjczycy mieli zamiar wciągnąć go na stryczek lub rozstrzelać, ponieważ każdy kto walczył po stronie Niemiec, a w szczególności esesman, był poza prawem. Jest sprawą w pełni oczywistą , iż wczesne zwolnienie było zapłatą za «Wspomnienia», które stały się ważnym wkładem do scementowania wówczas dopiero jeszcze tworzonego obrazu «ostatecznego rozwiązania».
Jednak żadnych «stosów teczek z dokumentami» w Oświęcimiu nie było, albowiem w tym «największym obozie zagłady» zachowała się ogromna ilość dokumentów. W archiwum specjalnym w Moskwie (15) znajduje się do 90 tys. stron dokumentów Wydziału Budownictwa, tj. tej organizacji, która się zajmowała budową krematoriów, jak również, według oświadczeń «ekspertów», KG, znajdujących się w krematoriach.
Podczas dłuższych wyjazdów do Moskwy w 1995 roku autor we współpracy z naukowcem Carlo Mattogno przestudiował wszystkie 90 tys. stron tych dokumentów. Jedna ich część, 20 tys. stron, składa się ze sporządzonych przez Niemców kopii innych dokumentów, pozostałe 70 tys. – to są oryginalne dokumenty (16). I żaden z nich nie zawiera żadnego dowodu zabijania przy pomocy gazu. Nas to wcale nie zdziwiło, gdyby bowiem istniały takie dokumenty, zostałyby one już dawno triumfalnie zaprezentowane całemu światu. W tym archiwum pracowali również Pressac oraz brytyjski Żyd Gerald Fleming i obydwaj nie znaleźli żadnego dowodu na istnienie KG.
Odpowiedź, jakoby Niemcy powybierali wszystkie demaskujące ich dokumenty i je zniszczyli, jest bardzo naiwna. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jesień 1944 r., do Oświęcimia lada chwila ma wejść Armia Czerwona, nagle komendant Richard Baer wydaje rozkaz: «Rozsortujcie wszystkie dokumenty, wybierzcie te spośród nich, gdzie jest mowa o zabijaniu Żydów gazem i je zniszczcie! Resztę dokumentów zostawcie, niech sobie leżą!» – Czy można coś takiego sobie wyobrazić?
Jest sprawą oczywistą, że Niemcy po prostu rzucili wszystkie dokumenty w tym miejscu gdzie one były. Im do głowy nawet nie przyszło, że te dokumenty mogą im coś złego udowodnić!
I w Oświęcimskim muzeum, i w innych archiwach leżą dokumenty z Oświęcimia. Ogólna ich liczba sięga gdzieś 120-150 tysięcy. I żaden z nich nie zawiera ani jednego słówka o zagazowaniu chociaż by jednego Żyda.

E. Dokumenty, sprzeczne z wersją o eksterminacji

Sprawy holokaustników wyglądają jeszcze gorzej, ponieważ istnieje mnóstwo dokumentów, obalających oficjalną wersję holokaustu.

F. Tricki zwolenników teorii eksterminacji

Zwykle historyk, który zajmuje się tym czy innym okresem dziejów, zbiera dotyczące tego okresu dokumenty, ocenia je, a następnie, w oparciu o nie, buduje swoje hipotezy. W wypadku «holokaustu» jego rzecznicy postępują w sposób wprost przeciwny. Wychodzą oni z założenia, że naziści zabili gazem 6 mln Żydów, a następnie usiłują podciągnąć pod ten aksjomat dokumenty. Przy tym, oczywiście, muszą oni zadawać gwałt tym dokumentom, bo w nich nic się nie mówi ani o wykorzenieniu Żydów, ani o KG. Nierzadko próbuje się zaradzić sprawie, tworząc fałszywe lub na wpół fałszywe dokumenty. Rozpatrzmy szereg przykładów.

G. Fałszywe dokumenty i dokumenty o wątpliwej autentyczności

Protokoły Wannsejskie

Przez dziesiątki lat twierdzi się, że na Wannsejskiej konferencji w Berlinie 20 stycznia 1942 r. podjęta została decyzja o wytępieniu Żydów. Podczas czytania jej protokołów (17) okazuje się, że w nich o żadnej fizycznej zagładzie Żydów, a już tym bardziej o KG nie powiedziano ani słowa w jakimkolwiek sensie, jedynie o «ewakuacji» i «wysiedleniu». Ortodoksyjni historycy radzą tu sobie przy pomocy twierdzenia, że niby to poprzez te słowa zaszyfrowano wyraz «wytępienie». W ten sposób, protokołom przypisuje się sens, którego one nie posiadają.
No, a gdyby go nawet posiadały, gdzie jest choćby jeden dowód na to, że ten sens został wcielony w życie?
Ale sprawa polega na tym, że nawet istniejące protokoły – są topornie sfabrykowanym falsyfikatem, co udowodnił Johannes P. Ney (18). Podróbkę zdradza sama ich treść – na przykład, podaje się w nich absurdalną liczbę Żydów, rzekomo mieszkających wówczas w Europie – jak również szereg formalnych niezgodności (podane są przykłady).
Zresztą nawet sami eksterminacjoniści odrzucają wannsejski «trop». W «Kanadyjskich Wiadomościach Żydowskich» (20 stycznia 1992 r.) Yehuda Bauer nazywa ten «dokument», o którym mówi się jak o pewniku na każdej konferencji na temat «holokaustu», «głupią historią» (silly story). Nie mniej jednak, cały klan historyków, niczym papugi, co pewien czas powtarzają takie «głupie historie». We wszystkich podręcznikach roi się od nich.

Dokumenty od 28 czerwca 1943 r. o wydajności krematorium w Oświęcimiu

Żeby udowodnić bajeczną wydajność Oświęcimia, eksterminacjoniści niestrudzenie cytują list, rzekomo napisany przez kierownika wydziału budownictwa o Oświęcimiu Bischofa do swego szefa, brigadenführera SS Kammlera (19), w którym to liście wydajność krematoriów Oświęcimia i Birkenau wygląda w sposób następujący:
– krematorium I: 340 osób,
– krematoria II i III: po 1440 osób,
– krematoria IV i V: po 768 osób.
Tu przede wszystkim rzuca się w oczy niezwykłe, nie po niemiecku brzmiące słowo «osoba». Ale o wiele bardziej znamienna jest treść listu.
Jeśli wierzyć danym, przytaczanym w literaturze na temat holokaustu – na przykład we wzorcowej książce Hilberga (20) – krematorium I główne w Oświęcimiu miało 6 mufli, krematoria II i III w Brzezince – po 15 mufli każde, krematoria zaś IV i V (również w Brzezince) – po 8 mufli. W sumie wychodzi 52 mufle. W naszych czasach, we współczesnych krematoriach spalanie jednego trupa w mufli trwa od 1 do 1,5 godziny. Jeśli w 52 muflach spalać 4756 trupów dziennie, wtedy na każdą muflę przypadnie po 91,5 trupów dziennie i w ten sposób wydajność krematoriów w Oświęcimiu musiała być 4-krotnie wyższa, niż współczesnych! A to oznacza, że albo w Oświęcimiu zostały zniesione prawa termotechniki, albo wymieniony list jest falsyfikatem (sporządzonym prawdopodobnie przez komunistów). Niezbity dowód nieautentyczności listu podaje Carlo Mattogno (21).

Zamówienie na dostarczenie analizatorów gazów

Ostateczny dowód zabijania Żydów gazem Pressac upatruje w oficjalnym liście firmy budowlanej «Topf i synowie» do Głównego Zarządu Budownictwa w Oświęcimiu. Tym listem firma potwierdza otrzymanie zamówienia na 10 analizatorów gazowych.
Nawet jeśli nie będziemy poruszać sprawy poważnych obiekcji co do autentyczności listu (22), należy stwierdzić, że zamówienie analizatorów gazów dla obozu, gdzie za pomocą gazu codziennie prowadzono dezynfekcję, jest zjawiskiem całkiem normalnym. Przyrządy te służyły do mierzenia koncentracji kwasu cyjanowodorowego w insektycydzie. W jednej z instrukcji za 1942 r., dotyczącej stosowania środka owadobójczego, wspomina się analizatory gazów przynajmniej 6 razy (23). W ten sposób list ten, nawet jeżeli jest autentyczny, nie posiada żadnej siły dowodu.

Dokumenty o «ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej» i o «traktowaniu specjalnym»

W całym szeregu niemieckich dokumentów z okresu wojny pojawia się określenie «ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej». Tak, na przykład, Göring 31 lipca 1941 r. powierzył Heydrichowi «uzgodnienie wszystkich potrzebnych organizacyjnych i materialnych przygotowań do powszechnego rozwiązania kwestii żydowskiej we wszystkich regionach Europy, znajdujących się w strefie wpływów niemieckich». Później Heydrichowi poleca się przedstawić «ogólny szkic organizacyjnych, materialnych i praktycznych warunków wstępnych, które by umożliwiły realizację pożądanego ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej» (24).
Eksterminacjoniści niemal do zupełnego wyczerpania cytują ten list, twierdząc, że Göring poleca w nim Heydrichowi zorganizować wszystko potrzebne do ludobójstwa.
Co NS rozumieli pod «ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej», wynika z ich dokumentów: jeśli będzie potrzeba, to przymusowe wysiedlenie wszystkich Żydów z Europy. Pierwotnie jako miejsce przesiedlenia Żydów wybrano wyspę Madagaskar (zob. notatkę w dzienniku Goebbelsa od 7.03.1942), jednak wykonanie tego planu okazało się niemożliwym. Po podboju dużych obszarów na wschodzie miejsce na ich chociażby czasowe osiedlenie wybrano właśnie tam. Fakt, że znaczna ilość Żydów została wysłana do Białorusi i krajów nadbałtyckich, uznają również eksterminacjoniści (25). Jest rzeczą wprost śmieszną ogłaszanie takiej deportacji «wyniszczeniem», bo po co trzeba było wieźć Żydów, mimo 6 działających na pełnej mocy obozów, dalej, do Białorusi i krajów bałtyckich, skoro postanowiono ich wytępić?
W swojej, napisanej z dużą ostrożnością, książce «Druga niewola babilońska» Steffen Werner zebrał szereg pośrednich dowodów na to, że rzeczywiście wielka liczba Żydów została wywieziona do Białorusi i tam rozsiedlona (26). To, że Oświęcim służył jako obóz tranzytowy dla wysyłanych na Wschód i dlatego nie rejestrowanych Żydów, których eksterminacjoniści ogłosili wyniszczonymi, udowodnił hiszpański badacz Enrique Aynat (27).
Całkiem jednoznacznie charakter niemieckiej polityki względem Żydów staje się widoczny z memorandum, podpisanego przez urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marcina Lutra 21 sierpnia 1942 r. (28): «Na podstawie przytoczonej wskazówki Wodza (o wysiedleniu Żydów) rozpoczęto ewakuację Żydów z terenu Niemiec. Dotyczy to w równym stopniu także żydowskich obywateli innych krajów. (…) Ilość wysyłanych w ten sposób na Wschód Żydów jest niewystarczająca, żeby zaspokoić istniejącą potrzebę w sile roboczej. Kierownik Urzędu Bezpieczeństwa Państwowego wydał polecenie dla (…) MSW żeby prosić rząd Słowacji o dostarczenie 20 tys. młodych mocnych słowackich Żydów dla wysłania na Wschód».
Jako dowód na wykorzenienie Żydów w literaturze o holokauście często są przytaczane dokumenty, w których używa się słów z przyrostkiem «sonder» (osobliwy, specjalny) – «posunięcie specjalne», «traktowanie specjalne» itd. Takie pojęcia mogły być, rzecz oczywista, używane również na określenie straceń (29), tu jednak należy wyjaśniać sprawy konkretnie. Na przykład, Pressac w swej drugiej książce pisze, że pojęcie «akcja specjalna» zostało użyte w Oświęcimiu na określenie dochodzenia politycznego w sprawie ustalenia przyczyn strajku robotników w obozie (30) – a więc w obozie zagłady strajkowano! Następnie Pressac cytuje rozkaz SS o «posunięciach specjalnych» w celu polepszenia stanu sanitarnego w obozie Birkenau (31). Tak więc, «posunięcia specjalne» miały tam charakter przedłużający życie, nie zaś życie skracający.

List o piwnicy dla uśmiercania gazem

Chyba każda praca na temat holokaustu zawiera wskazówkę na list, który kierownik Wydziału Budownictwa w Oświęcimiu wysłał 29 stycznia 1943 r. do swego szefa w Berlinie Kammlera. Jest w nim takie miejsce (32): «Krematorium II, na wybudowanie którego zostały rzucone wszystkie siły, mimo ogromnych trudności i zimnej pogody, jest wykończone (…) żelbetonowy strop dla trupów wskutek działania zimna na razie nie jest jeszcze gotowy. Ale to jest nieistotne, ponieważ można korzystać z piwnicy fumigacyjnej». (Słowo «Vergasung» ma szereg znaczeń: gazyfikacja, zgazowanie, doprowadzenie do stanu lotnego, karburacja, fumigacja, tj. okadzanie w przypadku zwalczania insektów. Na ostatnim miejscu w słownikach stoi: «uśmiercanie gazem»).
Tę przewidzianą w planie budowlanym «piwnicę 1 na trupy» w krematorium II eksterminacjoniści uważają tylko za KG. «Piwnica 2 na trupy» wykonywałaby w takim wypadku funkcję pomieszczenia, gdzie skazani na śmierć się rozbierali.
Wytłumaczenia, jakie przypisywali temu listowi do ostatniego czasu rewizjoniści, nie są przekonywujące (na przykład że tam przechowywano Cyklon B). Rozwiązać to zagadnienie udało się autorowi we współpracy z Carlo Mattogno w 1995 r. w Moskwie. W krematorium II planowano instalację urządzenia do przeprowadzania dezynfekcji (podaje się zdjęcie). Wówczas, pod koniec 1942 r. – na początku 1943 r. w Oświęcimiu szczególnie mocno szalał tyfus i pomieszczeń do rozładowywania trupów ciągle brakowało. Łatwo zrozumieć, że w takim wypadku trupy zaczęto układać w kamerach szczątkowej wentylacji, a takim właśnie pomieszczeniem była piwnica na trupy w krematorium.
Sądzę, że istniało sporo dokumentacji na temat kamery dezynfekcji w krematorium II, lecz radzieccy urzędnicy powybierali ją przy przeglądaniu teczek, na ile stała ona w sprzeczności z oficjalnie przyjętą wersją. Dokumenty, znalezione przez nas w archiwum, pozostały w takim wypadku przez niedopatrzenie cenzorów. Do tego jeszcze wrócimy.

Przypisy

1) Hilberg, l.c., Einleitung.
2) André Chelain, «Faut-il fusiller Henri Roques?», Polemiques, Ogmios Diffusion, 1986; skrótowa wersja niemiecka «Die Gestandnisse des Kurt Gerstein», Drüffel, 1986.
3) Filip Müller, «Sonderbehandlung», Steinhausen, 1979.
4) Po bitwie pod Sedanem Niemcy próbowali spalić w dołach ciała poległych. Złożyli oni trzy warstwy trupów do wspólnej mogiły, oblali smołą i podpalili. Górna warstwa tylko się zwęgliła, z dwoma zaś pozostałymi w ogóle nic się nie działo (Harald Fröhlich, «Zur Gesundheitspflege auf den Schlachtfeldern», Deutsche Militararztliche Zeitschrift, I, 1-4, 1872, S. 109/110, cytuje się według Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end of a legend», IHR, 1994, s. 19).
5) Por. Mattogno w Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 318 nn.
6) «Newsday», Long Island, New York, 23 February 1983, cytuje się według Robert Faurisson, «Mon exrerience du révisionnisme», w: Annales d’histoire révisionniste, nr 8, s. 31/32.
7) Jean-Claude Pressac, «Les crématoires d’Auschwitz», CNRS, 1993, niemieckie wydznie: «Die Krematorien von Auschwitz», Piper, 1994.
8) Jean-Claude Pressac, «Auschwitz. Technique and operation of the gas chambers», Beate Klarsfeld Foundation, New York, 1989.
9) Pressac, «Les crématoires…», s. 80.
10) Ibidem, s. 70/71.
11) Robert Faurisson w Revue d’histoire révisionniste, nr 3, oraz R. Faurisson, «Response a Jean-Claude Pressac», R.H.R., 1993; Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end of a legend», l.c.
12) Opatrzona wprowadzeniem E. Gaussa, ukazała się na początku 1996 r. książka przeciwko Pressacowi pod tytułem «Nackte Fakten», Vrij Historisch Onderzoek, Postbus 60, 2600 Berchem, Belgien.
13) Pery Broad, «Erinnerungen». W zbiorze «Auschwitz in den Augen der SS», Krajowa Agensja Wydawnicza, Katowice, 1981, s. 195.
14) Eugen Kogon/Hermann Langbein/Adalbert Rückerl, «Nationalsozialistische Massentötungen durch Giftgas», Fischer Taschenbuch, 1983, s. 197.
15) Centralne Państwowe Archiwum Specjalne znajduje się w Moskwie na ulicy Wyborgskiej (w pobliżu stacji metra «Stadion wodny»).
16) Dokumenty, znalezione przez Mattogno i nas w Centralnym Państwowym Archiwum Specjalnym, zostaną opublikowane w dwutomowym wydaniu Mattogno o krematoriach i «komorach gazowych» w Oświęcimiu. Ukazanie się 1-go tomu jest przewidziane na drugą połowę 1996, 2-go tomu na 1997 lub 1998 rok.
17) (Domniemany) protokół konferencji w Wannsee został przeanalizowany m. in. w książkach: Wilhelm Staglich, «Der Auschwitz-Mythos» (Grabert, 1979), s. 39 nn. oraz Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 182 nn.
18) Por. np. Staglich, «Der Auschwitz-Mythos», l.c., s. 38 nn.; Walendy w «Historische Tatsachen» (l.c.), nr 35; Ingrid Weckert w «Deutschland in Geschichte und Gegenwart», nr 40 (1992); Johannes P. Ney w Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 169 nn.
19) Ten dokument jest wspomniany, na przykład, w książce Brigitte Bailer-Galanda/Wolfgang Benz/Wolfgang Neugebauer (wyd.), «Wahrheit und Auschwitzlüge», Deuticke, 1995, s. 71.
20) Hilberg, l.c., s. 946.
21) Mattogno w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 300 nn.
22) Walter Rademacher w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 55 nn.
23) Dokument norymberski NI-9912, jest przytaczany, m. in., w książce «Auszhwitz. Nackte Fakten», l.c.
24) Dokument norymberski NG-2586/PS-710.
25) Patrz np. Reitlinger, l.c., s. 100 nn.
26) Steffen Werner, «Die zweite babylonische Gefangenschaft», Grabert, 1992.
27) Enrique Aynat, «Estudios sobre el holocausto», Graficas Hurtado, 1994.
28) Dokument norymberski NG-2586.
29) Tego przykład podają Kogon/Langbein/Rückerl na s. 17.
30) Pressac, «Les crématoires…», s. 63/ «Die Krematorien von Auschwitz», s. XXX.
31) Pressac, «Les crématoires…», s. 82/ «Die Krematorien von Auschwitz», s. XXX.
32) Ten dokument cytuje się, na przykład, w Kogon/Langbein/Rückerl, l.c., s. 220.

VIII. Świadkowie «komór gazowych» Oświęcimia (część 1)

A. Punkt wyjścia

Temu, kogo niepokoi problem holokaustu, można usilnie poradzić zwiedzić Oświęcim. Natychmiast rzucą mu się w oczy różnego rodzaju niedorzeczności: za szybami wystaw wznoszą się góry z kobiecych włosów, «które należały do zabitych gazem»; wszystkie one mają przeważnie popielaty kolor i mocno przypominają len albo konopię. Stosy obuwia mają udowadniać fakt masowych mordów, chociaż udowadniają one jedynie to, że ktoś je tu zgromadził (1). Szczególniejsze zaś wrażenie pozostawiają do absurdalności małe pomieszczenia, w których ponoć zostało zabitych i spalonych, zdaniem «historyków», ni to 9 mln, ni to 470 tys. ludzi.
Eksterminacjoniści wskazują na następujące pomieszczenia, które służyły do zatruwania gazem:
– sala na trupy w krematorium obozu głównego;
– dwa przebudowane na KG chłopskie domy w 3 km od obozu głównego;
– tak zwane «piwnice na trupy» w krematoriach II oraz III;
– kilka pomieszczeń bez osobnej nazwy w krematoriach IV oraz V.
W KG obozu głównego (według Pressaca) na początku 1942 r. zostało zgładzonych około 10 tys. ludzi (2). Od wiosny 1942 r. po wiosnę 1943 r. morderstw dokonywano w chłopskich chatach oraz w bunkrach 1 i 2. Od wiosny 1943 r. gazem zabijano w krematoriach Birkenau, krematorium II – jest głównym miejscem zabijania w Trzeciej Rzeszy.
Jak już mówiliśmy, potwierdzić tego nie ma czym – nie ma ani jednego dokumentu, ani jednego faktycznego dowodu. Dlatego, jako ostatni koronny dowód eksterminacjonistów, pozostają świadkowie. W naszej książce «Oświęcim. Zeznania sprawców i naocznych świadków holokaustu» (3) rozpatrzyliśmy 30 głównych świadectw. Taką pracę już parę dziesiątków lat temu musiałby wykonać zastęp oficjalnych historyków, ależ nie, oni pozostawiają ten trud rewizjonistom.

B. Niektóre fakty techniczne oraz przyrodnicze, czyniące zeznania świadków nieprawdopodobnymi

Jeśli oglądnąć zeznania świadków pod szkłem powiększającym, natychmiast z łatwością zauważymy, iż zawierają one rzeczy, niemożliwe z punktu widzenia techniki oraz praw natury. Oto są niektóre spośród mnóstwa niedorzeczności:
1. Błękitna mgła ponad trupami. Na frankfurckim procesie (1963-65) w sprawie Oświęcimia przed sądem stanął jako szczególnie wiarygodny świadek kierowca z SS, Richard Böck. Ten złożył następujące zeznania (4): «Wkrótce po tym (czyli po zatruciu) drzwi, za którymi zostali zabici więźniowie, otwierały się i można było widzieć niebieską mgłę, która wisiała nad olbrzymim stosem trupów».
Böck w żaden sposób nie mógł widzieć «niebieskiej mgły», ponieważ kwas cyjanowodorowy jest absolutnie bezbarwny. Jego nazwa (Blausäure) pochodzi od niebieskiego (blau) koloru barwnika, który się tworzy na skutek połączenia cyjanowodoru z żelazem.
2. Błękitny kolor ofiar. Milton Buki, który «przeżył holokaust», powiadamia (5): «2 minuty po tym, jak otwierały się drzwi, rozkazywano nam sprzątnąć trupy, i ładowaliśmy je na wózki. Trupy były gołe i niektóre pokryte niebieskimi plamami».
Kwas cyjanowodorowy blokuje dostęp tlenu do komórek. Zawarta we krwi hemoglobina nie może wtedy dostarczać tlenu do komórek, sama krew przesyca się tlenem, co prowadzi do poczerwienienia skóry (6). Buki był członkiem drużyny specjalnej w Oświęcimiu od grudnia 1942 r. Przypuśćmy, że drużyny specjalne rzeczywiście wynosiły trupy z KG, wtedy Buki miał dosyć czasu (aż do października 1944 r.) ażeby się rozejrzeć, iż zatruci kwasem cyjanowodorowym mają czerwony kolor; ależ nie, on mówi o kolorze niebieskim. To samo twierdzi również ulubiony świadek Hilberga, Filip Müller (7), który spędził w drużynie specjalnej około 3 lat. Jest rzeczą pewną, że ani Buki, ani Müller nigdy nie widzieli trupów ludzi zatrutych cyjanowodorem.
3. Nieprawdopodobna ilość ofiar, przypadających na 1 m. kw. KG. Według zeznań kluczowego świadka Hössa, do KG krematorium II o powierzchni 210 m. kw. wpychano po 2 tys. ofiar (9), według kluczowego świadka Vrby – po 3 tys. (10), według kluczowego świadka Broada – nawet po 4 tys. Przy tym stosowano walec parowy i w ten sposób naziści oszczędzali Cyklon B.
4. Płomień buchał z kominów krematorium. Henryk Tauber, ulubiony świadek Pressaca, opowiada taką historię (11): «Zwykle spalaliśmy po 4-5 trupów w jednej mufli, ale często nawet więcej (…) Sporo trupów spalaliśmy za każdym razem bez pozwolenia administracji krematorium podczas alarmu lotniczego, żeby za pomocą ogromnego słupa ognia, który buchał wtedy z kominów, przyciągnąć uwagę pilotów».
Walter Luftl, były prezes Izby Inżynierskiej Austrii, a jednocześnie ekspert sądowo-medyczny na wielu procesach, w związku z tym zauważył (12): «Koks pali się krótkim płomieniem, który w żaden sposób nie może się wydostać z przestrzeni palenia się. Pomiędzy piecem a kominem znajduje się jeszcze kanał do odprowadzania gazu, przewód kominowy. Dopiero potem zaczyna się komin. A jeśli palący się krótkim płomieniem materiał mocno załadować, wtedy narusza to reżim temperatury i palenie się w ogóle nie następuje».
5. Nieprawdopodobnie wielka ilość trupów, spalanych w jednej mufli. Jeszcze gęściej, niż Tauber, łże członek drużyny specjalnej Szmul Feinzilberg (13): «Były trzy piece, w każdym po dwoje drzwiczek. Do każdych drzwiczek można było przecisnąć po 12 trupów».
Mufle mają rozmiar 200´70´80 cm. Niełatwo jest rozmieścić w takiej przestrzeni 12 trupów nawet liliputów.
6. Spalanie trupów bez substancji palnej. Również tutaj dajemy słowo koronnemu świadkowi Pressaca Tauberowi (14): «Kiedy kremacje następują jedna po drugiej, wtedy spalanie w piecach dokonuje się na skutek palenia się samych trupów. Dlatego często nie używało się paliwa przy spalaniu tłustych trupów».
Trupy składają się niemal w 90% z wody i tylko w opowiadaniach «tych, co przeżyli holokaust» płoną same przez się!
7. Palenie trupów w dołach. Tę bajkę spotyka się u wielu świadków. Oto co mówi członek sonderkomanda Szlama Dragon (15): «Po przeciwnej stronie budynku były wykopane 4 doły, długie na 30 m, szerokie na 7 m i głębokie na 3 m. (…) Najpierw na dno dołu kładziono wielkie polana, potem mniejsze, na krzyż, a z wierzchu – suche gałęzie. Po tym, jak wszystkie trupy z budynku zostały przeniesione do dołu, polewano je z czerpaków naftą po czterech rogach i podpalano; a jeszcze tam rzucano kawałki gumy».
Z powodu niewystarczającego dopływu tlenu do dołu trupy w nim palić się nie będą (16). Zaznaczmy jeszcze, że stosy układa się inaczej, nie na opak, jak chce Dragon. Płomień rozpala się z tym wypadku, jeśli pręty i drobne drwa leżą na dole. Ułożona przez Dragona kupa nigdy się nie zapali, ponieważ leżące z wierzchu pręty zapalą się pierwsze i nie przepuszczą ognia w dół. Od początku dziejów trupy spalano wyłącznie na powierzchni ziemi.
8. Stosowanie przy paleniu trupów wytapiającego się z nich tłuszczu. Temu tematowi do powieści horrorów najwyższy wyraz nadał Filip Müller (17), a pojawia się on również u wielu innych, którzy «przeżyli holokaust», lecz zawsze w ten sposób, że przepisują go po prostu jeden od drugiego. W 1995 r. ukazała się książka izraelskiego «naukowca» Gideona Greifa o sonderkomandach (18). Wystarczy tylko ją otworzyć i pierwsze, co wychodzi na jaw, to demencja autora, mówiącego o wytapianiu tłuszczu z trupów.
9. Wykorzystywanie metanolu jako substancji palnej. W krakowskim więzieniu komendant Oświęcimia Höss pisał (19): «Trupy polewano najpierw osadem naftowym, później metanolem». Tak samo «ofiary» Filipa Müllera (20), również u «sprawcy» Pery Broada napotykamy prostoduszną historię o metanolu (21). Inżynier Walter Luftl pewnego razu próbował przy pomocy metanolu spalić martwego wróbla. Metanolu on nie żałował, lecz spalić wróbla mimo wszystko nie dał rady.

C. Cztery główne niedorzeczności w zeznaniach świadków

Każdy, kto je pozna, straci resztki zaufania.

a) Nieprawdopodobnie krótki czas kremacji

W krematorium Bazela spalanie jednego ciała trwa blisko godzinę (22), we Frieburgu – 1,5 godziny. Jeśli uwierzymy naszym świadkom, to w Oświęcimiu – jak to twierdzi D. Paisikovic – 4 minuty (23). Super-świadek Miklós Nyiszli, którego bestseller ukazał się w czterech językach i cztery razy został ponowiony, poświadcza, że w 46 muflach krematorium w Brzezince codziennie przerabiano po 20 tysięcy ciał (24) (według tegoż samego Nyiszli 20 tys. Żydów dziennie gazowano oraz 5-6 tys. rozstrzeliwano lub palono żywcem). W takim układzie na każdą muflę przypada po 435 ciał dziennie, i proces kremacji ma przebiegać 18 razy szybciej niż we współczesnych krematoriach. Powściągliwiej wypowiada się Höss (25). Według niego na jedną muflę przypadało po 133 ciała, czyli 5 razy więcej niż w 1996 r. Carlo Mattogno pisze na ten temat (26): «Świadkowie chcą nam zasugerować, że krematoria Oświęcimia-Brzezinki były wyjęte z pod praw natury, były diabelskimi wynalazkami, a więc były niezależne od praw chemii, fizyki, termodynamiki. Historycy postanowili ślepo zawierzyć zeznaniom świadków i okazali się niemiłosiernie oszukani».

b) Podawanie cyklonu przez nieistniejące otwory

W KG krematorium II w Brzezince rzekomo została zabita większa część Żydów i o tej komorze istnieje wyjątkowo dużo zeznań świadków. Zawarto w nich kilka wersji podawania gazu do komory, opisanych przez «naocznych świadków», i wszystkie one są nieprawdopodobne.
Wersja 1: cyklon podawano przez główki pryszniców. W stylu baśni ludowych ten sposób został opisany w książce Spritzer (27). Sposób ten jest na tyle głupi, że nie uznaje go nawet oficjalna historiografia. Grudki cyklonu miały być zakładane do główek pryszniców i przez kontakt z powietrzem gaz się z nich ulatniał i przenikał przez sitka na zewnątrz.
Wersja 2. Zawdzięczamy ją Zofii Kossak (28): «Dał się słyszeć przeraźliwy dźwięk i natychmiast przez otwory w posadzce zaczynał przenikać gaz. Z balkonu, z którego były widoczne drzwi, esesmani z zadowoleniem obserwowali walkę ze śmiercią i przerażenie, które przeżywali skazańcy. Dla nich, sadystów, było to przedstawienie, którego oglądanie im się nigdy nie nudziło. Walka ze śmiercią trwała 10–15 minut… Personel spiesznie ładował ciała na wywrotki, inni czekali. I wtedy zdarzało się, że martwi ożywali. Dawka gazu była za mała. Ona tylko odurzała, ale nie uśmiercała. Zdarzało się że niektórzy już na wywrotce odzyskiwali przytomność… Szybko podprowadzano ich do paleniska pieca i razem ze wszystkimi zrzucano do ognia».
Od razu należy zauważyć, że piece znajdowały się wyżej od KG i dlatego «zrzucić» cokolwiek do pieca było niemożliwe. Po drugie, nie było tam żadnego balkonu, z którego można by było zaglądać do KG. Po czwarte, martwi nie mają zwyczaju powracać do życia. I nareszcie po czwarte, w posadzce kostnicy nie mogło być jakichkolwiek otworów, albowiem położona ona jest bezpośrednio na gruncie, o czym może się przekonać każdy zwiedzający.
Wersja 3. Zawdzięczamy ją słowackiemu Żydowi Rudolfowi Vrbie (29): «Esesmanowi, stojącemu na dachu krematorium, podawano komendę. Ten podnosił okrągłą przykrywę i wysypywał na głowy ofiar kulki». W tym okresie, o którym mówi Vrba, w suficie piwnicy nie było żadnych otworów, ani zamkniętych, ani otwartych. Jak z całą oczywistością wykazała ekspertyza Germara Rudolfa (30), istniejące obecnie otwory w suficie zostały całkiem po partacku wykonane przez radzieckich albo polskich komunistów już po wysadzeniu krematorium w powietrze, żeby później można było ogłupiać ludzi opowiadaniami o wrzucaniu przez nie cyklonu. Otwory te mają nierówny kształt i są nieprawdopodobnie duże (przez nie potrafi się przecisnąć szczupły mężczyzna). Metalowe obramowanie tych dziurek zostało po prostu dorobione od spodu. Otwory nie mają żadnych śladów powybuchowych (rysek, wybić) (31).
Wersja 4 pochodzi od Henryka Taubera (32): «Sufit KG spoczywał na betonowych filarach, usytuowanych po środku podłużnych ścian. Obok każdego filara znajdowały się jeszcze dwa inne. Przechodziły one przez sufit na zewnątrz i były pokryte grubą siatką. Pod górną siatką znajdowała się następna, cieńsza, a pod nią jeszcze jedna. Wewnątrz najcieńszej siatki były umieszczone pudełeczka, które za pomocą drutu szarpano do góry i wtedy z nich sypały się kulki, a z kulek ulatniał się gaz».
gaz ulatniał się z granulek przez ponad dwie godziny; jak wobec tego udałoby się uniknąć niebezpieczeństwa dla personelu, sprzątającego trupy? Przecież część granulek mogła być przygnieciona przez nie i zawierać gaz, który nie zdążył się ulotnić. I znów: w suficie piwnicy nie było otworów.
W krematorium 1 zasadniczego obozu, który odwiedza znacznie więcej turystów niż ruiny krematoriów w Brzezince, cyklon też musiał być sypany przez sufit, ale, jak wyznają pracownicy muzeum, dawniej w suficie żadnych otworów nie było (33).
«Ani dziurek, ani holokaustu» (Faurisson).

c) Wentylacja «komór gazowych» po gazowaniu

W Oświęcimiu do niszczenia insektów używano insektycydu cyklon B w granulkach. Według danych firmy–producenta, przy pokojowej temperaturze granulki wydzielały gaz przez mniej więcej 2 godziny; przy niższej temperaturze – dłużej (34). Gdyby istniała skuteczna wentylacja – a była ona tylko w komorze dezynfekcji, nie zaś w KG (35) – wtedy otwierać komory można by było nie wcześniej niż po dwóch godzinach.
Tylko jedno świadectwo mówi, że czas od podania gazu do sprzątania «komory śmierci» był «długi» (36). Jest to zeznanie Hössa, który twierdzi, że śmierć od gazu była natychmiastowa (37); jednak oprócz niego nikt więcej o czymś takim nie mówi. Fałszywość wspomnianego zeznania udowodnił Carlo Mattogno (38).
Rozbieżność w relacjach świadków co do czasu od podania cyklonu do skonania ofiar mieści się w granicach od «natychmiast» do 20 min. Ponieważ gaz ulatniał się przez około 2 godzin, to nawet przy użyciu niewyobrażalnej ilości granulek «natychmiastowa» śmierć nie jest możliwa; zatrzymajmy się wobec tego na 20 min. Czas od rozpoczęcia egzekucji do wynoszenia ciał trwał według zeznań świadków co najwyżej 50 min (39).
Przytoczymy jeden szczególnie charakterystyczny przykład. Dr Karol Bendel, rumuńsko–francuski lekarz mojżeszowego wyznania, w czasie prowadzonej przez Brytyjczyków w 1946 r. rozprawy sądowej, która doprowadziła do powieszenia dwóch niewinnych ludzi, zeznawał: «Około godziny dwunastej przybył nowy transport z 800–1000 osób… Otworzyły się drzwi (krematorium IV) i ludzi wepchnięto do KG. Jej sufit był tak niski iż wydawał się leżeć na głowach… Było słychać krzyki i stęki, tłuczenie się o ściany. To trwało dwie minuty, po czym zapanowała cisza. Po pięciu minutach drzwi się otwarły, ale jeszcze przez 20 min. do komory nie można było wejść. Następnie drużyna specjalna (Sonderkommando) przystąpiła do pracy. Kiedy drzwi otworzono, część trupów wywaliła się na zewnątrz, tak ściśle była wypełniona komora. Ciała były tak sprasowane jedno z drugim, iż prawie niemożliwością było je rozdzielić… Komu choć raz zdarzyło się zobaczyć KG o 1,5 m wysokości, wypełnioną ciałami, ten nigdy tego nie zapomni. Sonderkommando musiało jeszcze ciepłe, krwawiące ciała dosłownie wyrywać z komory. Ale jeszcze przed wrzuceniem ich do mogiły przychodzili cyrulik z dentystą, strzygli trupy i wyrywali im zęby… Ja nie mogłem poznać ludzi, którzy przed tym mieli wygląd człowieka. Oni – to diabły. Adwokat z Saloniki i elektroinżynier z Budapesztu – oni już nie są ludźmi. Podczas pracy (w KG) oni na dodatek bili wszystkich drewnianymi i gumowymi pałkami… Po półtorej godzinach pracy wszystko już było skończone i kolejny transport zapędzano do krematorium IV».
Ze swoim chorym mózgiem Bendel twierdzi co następuje:
— już 7 min. po tym jak z granulek zaczynał ulatniać się gaz, drzwi komory otwierano i gaz, naturalnie, szedł na korytarz, gdzie na koniec egzekucji czekali odporni na zatrucie kwasem cyjanowodorowym esesmani;
— po 20 minutach drużyna specjalna rzucała się bez masek gazowych – bo gdyby oni je włożyli, któż mógłby ujrzeć ich diabelskie oblicza?— do KG i zaczynali ostro pracować wśród wciąż stężających się w powietrzu (jeszcze przez półtorej godziny) oparów gazu;
— po tym jak Żydzi w wypchanej do oporu komorze umierali, «sprasowani jeden z drugim», wtedy oni padali w ten sposób, że w komorze o wysokości 1,5 m tworzyli stos trupów;
— 800–1000 trupów obrabiali jeden cyrulik i jeden dentysta. Całej operacji dokonywano w przeciągu 1,5 godziny, co oznacza, że przez 5400 sekund dentysta wyrywał (jeśli przyjmiemy, że każdemu brakowało czterech zębów) 22400 zębów — po 4 zęby na sekundę!
I ten właśnie Bendel jest uważany za najbardziej znaczącego świadka KG!

d) Praca bez masek gazowych w oparach kwasu cyjanowodorowego

Oprócz Bendla, również inni świadkowie opisują pracę w KG bez masek przeciwgazowych. Filip Müller swoje pierwsze wkroczenie do KG opisuje w ten sposób (41): «Mój wzrok padł na półotwartą torbę, w której zobaczyłem jedzenie, prawdopodobnie wydane na drogę. I wtedy ja udałem, że jedną ręką ciągnę trupa, drugą tymczasem zapuściłem do torby. Zgarnąłem tam kawał sera i pieróg z mięsem i, patrząc na drzwi, abym nie został zauważony, zacząłem swymi zbrukanymi krwią rękami rozłamywać pieróg i chciwie, niczym zwierz, połykać go».
Oczywiście, gdyby Müller miał na sobie maskę przeciwgazową, wtedy «chciwie, niczym zwierz» połknąć on by niczego nie mógł. Nawiasem mówiąc, niektórzy ze świadków twierdzą że ofiary przed gazowaniem rozbierano, aby pozostały w ubraniu cyklon nie zatruł Sonderkommando. Wypadałoby pomyśleć również o specjalnym ubraniu dla członków drużyny, bo przecież w czasie pracy musieli oni mocno się pocić, a wtedy niebezpieczeństwo kontaminacji (zakażenia) poprzez skórę znacznie wzrasta. A jednak o specjalnym ubraniu nie wspomina żaden ze świadków.

Przypisy

1) Ernst Gauss, «Vorlesungen über Zeitgeschichte», Grabert, 1993, s. 21.
2) Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s. 132.
3) Ukazała się w 1994 w Neue Visionen, Postfach 5436, Wurenlos.
4) Vernichtung des Zeugen Böck, Aktenzeichen 4 JS 444/59, Blätter 6878 ff.
5) Cytuje się według Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s.163.
6) Germar Rudolf, «Gutachten über die Bildung und Nachweisbarkeit von Cyanidverbindungen in den Gaskammern von Auschwitz», Cromwell Press, London, 1993, s. 111.
7) Filip Müller, l.c., s. 186.
8) Rudolf Höss, «Kommandant in Auscchwitz», wydawca Martin Broszat, dtv, 1983, s. 164. Höss pisze, że pomieszczenia dla gazowania mieściły po 3000 osób, ale w praktyce tej liczby nigdy nie osiągano. Dlatego zakładamy liczbę 2000 ofiar na jedną akcję, którą zawiera również wyznanie Hössa (NO–3868–PS).
9) Rudolf Vrba, «I cannot forgive», Bantam, 1964, s. 10.
10) Pery Broad, l.c., s. 180/181.
11) Cytuje się według Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s.489.
12) Walter Luftl, «Holocaust. Glaube und fakten», JHR, Winter 1992/1993, s. 391 nn.
13) «Hefte von Auschwitz», Sonderheft 1, «Handschriften von Mitgliedern des Sonderkommandos», państw. muzeum w Oświęcimiu, 1972, s. 43.
14) Tauber w książce Pressaca, por. przyp. 11.
15) Protokoły procesu R. Hössa, państw. muzeum w Oświęcimiu, tom XI, suplement 17.
16) Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end…», l.c., s. 19.
17) Filip Müller, l.c., s. 207 nn.
18) Gideon Greif, «Wir weinten tränenlos», Bohlau Verlag, 1995.
19) Rudolf Höss, l.c., s. 161.
20) Filip Müller, l.c., s. 217.
21) Pery Broad, l.c., s. 177/178.
22) Ustna informacja, udzielona przez technika bazelskiego krematorium H.H. Jürgenowi Grafowi 10 lutego 1993 r.
23) Dov Paisikovic w: Leon Poliakov (wydawca), «Auschwitz», Rent Julliard, 1964, s. 159 nn.
24) Miklós Nyiszli, «Boncoloorvosa voltam az Auschwitz–I krematoriumban», Vilag, 1946, s. 38. Ostatnie jak dotychczas spośród mnóstwa niemieckich tłumaczeń Nyiszliego ukazało się w 1992 r. pod tytułem «Jenseits der Menschlichkeit» w wydawnictwie Dietz Verlag; p. naszą książkę «Auschwitz…», l.c., s. 203 nn.
25) Rudolf Höss, l.c., s. 164.
26) Carlo Mattogno w książce: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 281.
27) Jenny Spritzer, «Ich war Nr. 10291. Als Sekretarin in Auschwitz», Rothenhausler Verlag, 1994, s. 67/68.
28) Zofia Kossack, «Du fond de l’abime, Seigneur», 1951, cytuje się według Robert Faurisson, «Réponse a Pierre Vidal Naquet», La Vieille Taupe, 1982, s. 58/59.
29) Rudolf Vrba, «I cannot forgive», Bantam, 1964, s. 11 nn.
30) Germar Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 255/256.
31) Miklós Nyiszli, «Im Jenseits der Menschlichkeit», por. przypis 24, s. 32 nn.
32) Tauber w: Pressac, por. przypis 11, s. 482 nn.
33) Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 18/19 oraz Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 251 nn.
34) Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 59 oraz Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 261 nn.
35) O wentylacyjnym systemie w komorach gazowych p. Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 267/268.
36) Danuta Czech, «Kalendarium der Ereignisse im Konzentrationslager Auschwitz–Birkenau 1939–1945», Rowohlt, 1989, s. 117.
37) Rudolf Höss, l.c., s. 126.
38) Carlo Mattogno, «Auschwitz. La prima gasazione», Edizioni la Sfinge, Parma, 1988.
39) Buki w: Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s. 163.
40) William Lindsey, «Zyklon B, Auschwitz and the trial of Bruno Tesch», JHR, Fall 1983, s. 261 nn.
41) Filip Müller, l.c., s. 24/25.

Opublikowano Rewizjonizm Holocaustu | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jürgen Graf – Mit Holokaustu, część druga

IV. Co było naprawdę?

Zanim przejdziemy do «dowodów» «holokaustu» który się rozumie, powtórzmy, jako celową masową eksterminację Żydów za pomocą gazu, należy w ogólnych rysach opisać to, co się niewątpliwie działo z Żydami w Trzeciej Rzeszy.
Polityka żydowska Niemieckiej NS Partii Robotniczej od samego początku była ukierunkowana ku temu, żeby ciągle zmniejszać wpływy Żydów w Niemczech i pobudzać większość z nich do wyjazdu z kraju. Pierwszemu celowi służył cały szereg dekretów i ustaw, uchwalanych poczynając od 1933 r., które znacznie ograniczały liczbę Żydów wśród adwokatów, lekarzy itd., jak również zawężały gospodarcze oraz polityczne uprawnienia Żydów. Przynajmniej do 1938 r. proces ten trwał bez zastosowania przemocy; do «nocy kryształowej» żaden Żyd nie został skierowany do obozu za to że jest Żydem (1). Mogł on tam trafić jedynie w wypadku, jeśli ujawniał się jako wojskowo-polityczny przeciwnik reżimu NS lub za popełnienie zbrodni kryminalnej (2).
Żeby uruchomić mechanizm żydowskiej emigracji, NS ściśle współpracowali z organizacjami syjonistycznymi, zainteresowanymi wyjazdem jak największej liczby Żydów do Palestyny. Ta wspólna narodowo-socjalistyczno-syjonistyczna praca jest udokumentowana w wielu swych częściach i opublikowana przez wielu autorów (3). Na ile jest nam wiadomo, nikt temu nie zaprzecza.
Anglicy hamowali przesiedlanie się Żydów do Palestyny, dlatego przebiegało ono bardzo powoli; dlatego wielu niemieckich Żydów wyjeżdżało do innych krajów, w pierwszej kolejności do Stanów Zjednoczonych. Chociaż i tam na drodze żydowskiej emigracji ciągle stawiano przeszkody (4).
Do 1941 r. absolutna większość niemieckich oraz austriackich Żydów znalazła się na wygnaniu. W tym samym roku rozpoczęła się deportacja Żydów do obozów pracy i gett. Powodami tego były: po pierwsze, brak niemieckiej siły roboczej, większość bowiem mężczyzn została skierowana na front; po drugie, Żydzi, niewątpliwie, zaczęli stwarzać poważne niebezpieczeństwo dla państwa nazistowskiego. Żyd Arno Lustiger, bojownik ówczesnego ruchu Oporu, który przeżył wiele obozów, z dumą powiadamia, iż we Francji 15% akcji, dokonanych przez podziemie antyhitlerowskie, przypada na Żydów (5). Żydzi wtedy stanowili mniej niż 1% ludności Francji. Komunistyczna syjonistyczna organizacja «Czerwona kapela», która wyrządziła olbrzymie szkody armii niemieckiej, składała się głównie z Żydów (6).
Warto zauważyć, że w innych krajach podejrzane mniejszości narodowe internowano z nieporównywalnie mniejszych powodów. Dla przykładu, w USA wielka liczba Japończyków, nawet tych co posiadali amerykański paszport, została zamknięta w obozach (7). Przy tym, jak później wyznał Ronald Reagan, nie było zarejestrowano ani jednego wypadku szpiegostwa lub dywersji ze strony amerykańskich Japończyków.
W krajach, okupowanych przez Niemcy, Żydzi cierpieli z powodu deportacji bynajmniej nie w równej mierze. Szczególnie ostro potraktowano ich w Holandii, skąd zostało wywieziono około dwóch trzecich z ich ogólnej liczby. Z Francji zaś, przeciwnie, według świadectwa Serge’a Klarsfelda, deportowanych zostało 75721 Żydów, co odpowiadało mniej więcej 20% żydowskiej ludności Francji (8); ale również z tej liczby wielu zostało deportowanych nie z powodu ich wiary lub rasowej przynależności, lecz ponieważ uczestniczyli w ruchu oporu lub przekroczyli różne przepisy i prawa. W takich wypadkach nierzadko deportowano również nie-Żydów. Nieznaczna część Żydów uległa deportacji również w Belgii.
W obozach panowała przerażająco wysoka śmiertelność, głównie z powodu chorób. Szczególnie dziesiątkował ludzi tyfus plamisty, roznoszony przez wszy. Dla zwalczania ich zaczęto stosować środek owadobójczy Cyklon B.
W Oświęcimiu, największym OK, tyfus plamisty szczególnie szalał w końcu lata i jesienią 1942 r. Epidemia osiągnęła szczyt pomiędzy 7 a 11 września, kiedy to codziennie umierało średnio po 375 więźniów. Ku styczniowi śmiertelność spadła do 107 ludzi dziennie, w marcu zaś znów podniosła się do 298 (9).
W zachodnich obozach stan był szczególnie krytyczny w ostatnich miesiącach wojny, kiedy to zmarło dziesiątki tysięcy ludzi. Terror bombowy sojuszników całkowicie zniszczył infrastrukturę, obrócił w ruinę magazyny żywności i medykamentów. W obozach nastąpił krytyczny brak wszystkiego: jedzenia, leków, baraków. Chuck Yeager (Czak Jeger) – pilot, który po raz pierwszy przekroczył barierę dźwiękową – pisze w swoich wspomnieniach, że jego eskadra otrzymała rozkaz zabijać wszystko co się rusza (10). «Niemcy, – pisze on, – nie tak łatwo było podzielić na niewinne cywilne osoby oraz wojskowych. Na przykład, chłop ziemniakami ze swego pola karmił niemiecką armię».
A więc sojusznicy celowo, za pomocą okrutnej wojny, prowadzonej z powietrza, wywołali totalny głód, a następnie cynicznie przyjęli rolę sędziów nad pokonanymi, zaczęli sądzić ich za to, że w OK źle karmiono!
Szczególnie okropny stan zastały wojska brytyjskie w kwietniu 1945 r. w Bergen-Belsen, gdzie Brytyjczycy ujrzeli tysiące niepogrzebanych trupów oraz «żywe szkielety». Propaganda jeszcze dotąd wykorzystuje zrobione tam zdjęcia jako dowód na istnienie holokaustu. Fakty jednak mówią o czymś innym.
Komendant obozu Joseph Kramer na wszelki możliwy sposób protestował przeciwko wysyłaniu do beznadziejnie przepełnionego obozu nowych więźniów, ale bez skutku. Zamiast żeby internowanych we wschodnich obozach pozostawiać po prostu władzom radzieckim, NS ewakuowali ich na Zachód i rozprowadzali po istniejących tam obozach, ażeby żaden człowiek i żadna siła robocza nie dostali się w ręce Czerwonej Armii. Transporty w drodze ciągle były bombardowane, ewakuacja często trwała tygodniami, i wielu więźniów znalazło swą śmierć w tej okrutnej zimie. W obozach zaś, do których przybywali ci co przeżyli drogę, sytuacja stawała się z każdym dniem coraz bardziej dramatyczną.
Protesty Kramera pozostawały nie usłyszane. W Belsen tymczasem szalały tyfus i dyzenteria, a środków żywnościowych było coraz mniej. Co miał czynić Kramer? Wypuścić więźniów? Ale kto by ich karmił na wolności? Epidemie tymczasem przerzuciłyby się na ludność cywilną. Czy miał on razem z politycznymi wypuścić również recydywistów, żeby ci rzucili się na ludność? On miał osobiście możliwość uciec do Ameryki Południowej, zabierając ze sobą również kasę obozową. On tego jednak nie uczynił; zaufał brytyjskiej szlachetności i drogo za to zapłacił. Prasa napiętnowała go jako «bestię z Belsen», i w wyniku farsy sądowej skazano go na śmierć (11).
Również w innych obozach przytłaczająca większość ofiar przypada na koniec wojny. W Dachau od stycznia po kwiecień 1945 r. zmarło 15389 osób, a przez cały pozostały okres wojny – 12060 (12).
Tragiczna sytuacja w obozach była nieuniknionym skutkiem klęski Niemiec i nie miała nic wspólnego z planowym ludobójstwem, czego nie można powiedzieć o wojnie bombowej sojuszników przeciwko ludności cywilnej Niemiec (oraz Japonii). W samym Dreźnie zabitych zostało 250 tys. ludzi. W ciągu jednej nocy zostało tam zabitych 8 razy więcej ludzi, niż zmarło w Dachau przez cały okres wojny, i to zabitych w najbardziej potworny sposób (14).
Żydzi, oczywiście, umierali również poza OK. W Łódzkim getcie od jesieni 1939 r. do jesieni 1944 r. zmarło, według żydowskich źródeł, 43411 ludzi. W Warszawskim getcie przed rozpoczęciem powstania (wiosną 1943 r.) zarejestrowano 26950 zgonów (15). Część ludzi, oczywiście, zmarła w sposób naturalny, ale większość – w wyniku działań wojskowych oraz ewakuacji.
Wniosek: Żydzi ciężko ucierpieli w czasie drugiej wojny światowej, ponieśli oni duże straty w ludziach. Nie bywa jednak wojen, gdzie by nie cierpieli, nie ginęli ludzie. W Dreźnie 250 tys. ludzi w ciągu jednej nocy zginęło w straszliwych mękach: spłonęli, zostali pogrzebani pod ruinami; w Leningradzie setki tysięcy Rosjan zmarło z głodu; 180 tys. ludzi zginęło podczas stłumienia powstania Warszawskiego. Bardzo cierpieli nie tylko więźniowie OK, lecz również rosyjscy i niemieccy żołnierze na frontach. A więc czy tak naprawdę cierpienia Żydów znacznie przewyższają w stosunku procentowym straty innych narodów? Odpowiedzią na te pytania właśnie teraz musimy się zająć.

Przypisy

1) Co do «nocy kryształowej» czytaj jako podstawową pracę ortodoksyjnej historii H. Gramls «Der 9. November 1938. «Reichskristallnacht». Bonn, 1958, jako zaś podstawową rewizjonistsyczną pracę Jngrid Weckerts «Feuerzeichen» (Grabert, 1981).
2) Że w pierwszych latach NS reżym nikogo z Żydów nie kierował do OK, ściśle udowadnia żydowski profesor historii Arno Mayer («Der Krieg als Kreuzzug», Rowohlt, 1989, s. 200).
3) Dwa podstawowe dzieła o współpracy narodowych socjalistów z syjonistami Edwin Blacks «The transfer agreement» (New York/London, 1994) oraz Francis Nicosias «Hitler und der Zionismus» (Druffel, Leoni, 1989). Krótki przegląd najważniejszych faktów podaje Ingrid Weckert w książce «Auswanderung der Juden aus dem Dritten Reich» (Nordwind Verlag, Molevej 12. Kollund/DK). W swej głównej pracy o SS («Der Orden unter dem Totenkopf», Gondrom, 1990) porusza ten temat również Heinz Höhne.
4) Por. Ingrid Weckert, «Auswanderung…» (patrz przypis 3).
5) «Spiegel», Nr. 7/1993.
6) Odnośnie Czerwonej kapeli patrz np. Gerd Südholt, «Das Geheimnis der Roten Kapelle», Druffel, Leoni, 1979.
7) «Historische Tatsachen», l.c., Nr. 41.
8) Serge Klarsfeld, «Le memorial de la deportation des Juifs de France», Beate Klarsfeld foundation, Brussel/New York, 1982.
9) Liczby, wskazujące śmiertelność w Oświęcimiu, patrz Jean-Claude Pressac, «Die Krematorien von Auschwitz», Piper, 1994, s. 193.
10) Chuck Yeager, «Yeager. An autobiography», Bantam Books, New York, 1985, s. 79.
11) O Bergen-Belsen i Józefie Kramerze patrz «Journal of historical review», Office box 2739, New Port Beach, CA, USA, wiosna 1995, jak również Robert Lenski, «Der Holocaust vor Gericht», Samisdat Publishers, 206 Carlton Street, Toronto, Kanada, 1993, s. 197 nn.
12) O statystyce śmiertelności w Dachau patrz Paul Berben, «Dachau. The official history», The Norfolk Press, London, 1975.
13) Według «Enzyklopädie des Holocausts» (l.c., s. 118), zabijania gazem zaprzestano w Oświęcimiu w październiku 1944 r.
14) Szczególową dyskusję o liczbie ofiar w Dreźnie zainteresowani mogą znaleźć w książce Jurgen Graf, «Todesursache Zeitgeschichtsforschung», Neue Visionen, Postfach 5436, Wurenlos, 1995, s. 267 nn.
15) «Historische Tatsachen», l.c., Nr. 36.

V. Kto jeden raz skłamał…

Jeśli rozpowszechniane przez ortodoksyjnych historyków w ciągu dziesiątków lat oświadczenia i obliczenia oglądnąć przez szkło powiększające, wtedy znajdziemy, że panuje tam niesamowity chaos, oraz że oficjalna wersja ciągle się zmienia, jak w powieści George’a Orwella «Rok 1984». Oto kilka godnych uwagi faktów.

A. Liczba ofiar Oświęcimia (1)

W największym OK, urządzonym przez NS, zmarło:
– 9 mln. osób, według filmu «Nuit de brouillard» (Noc i mgła) (2);
– 8 mln. osób, według opublikowanego w 1945 r. komunikatu francuskiego Resortu do spraw badania zbrodni wojennych (3);
– 7 mln. osób, według świadectwa więźnia Rafała Feidelsona (4);
– 6 mln. Żydów, według żydowskiego wydawcy Tyberiusza Kremera (5);
– 5 mln. osób, w tym 4,5 mln. Żydów, według «Le monde» za 20 kwietnia 1978 r.;
– 4 mln. osób, według trybunału Norymberskiego (6);
– 3,5 mln. zatrutych gazem, z czego 95% to Żydzi («wielu» zmarło z innych powodów), według reżysera Claude’a Lanzmanna (7);
– 3,5 mln. osób, w tym 2,5 mln. zatruto gazem tylko przed 1 grudnia 1943 r., według wyznania pierwszego komendanta Oświęcimia Rudolfa Hössa (8);
– 2,5 mln. osób, według świadectwa więźnia Rudolfa Wrby (9);
– 2-3 mln. zabitych Żydów i tysiące nie-Żydów, według wyznania esesmana Perry’ego Broada (10);
– 1,5-3,5 mln. Żydów zatruto tylko między kwietniem 1942 r. a kwietniem 1944 r., według oświadczenia izraelskiego eksperta od holokaustu Jehudy Bauera od 1982 r. (11);
– 2 mln. zatrutych gazem Żydów, według świadectwa Lucy Dawidowicz (12);
– 1,6 mln. osób, z nich 1352980 Żydów, według oświadczenia Jehudy Bauera od 1989 r. (13);
– 1,5 mln. osób, według oświadczenia rządu polskiego, wydanego w 1995 r. (14);
– około 1,25 mln. osób, w tym 1 mln. Żydów, według oświadczenia Raula Hilberga (15);
– 1-1,5 mln. osób, według oświadczenia J.-C. Pressaka od 1989 r. (16);
– 800-900 tys. osób, według żydowskiego historyka Geralda Reitlingera (17);
– 775-800 tys. osób, w tym 630 tys. zatrutych gazem Żydów, według oświadczenia J.-C. Pressaka od 1993 r. (18);
– 670-710 tys. osób, w tym 470-550 tys. zatrutych gazem Żydów, według oświadczenia J.-C. Pressaka od 1994 r. (19).

Jak widzimy, liczba ofiar z biegiem lat starannie się kurczy. Jednak mimo wszystko ogólna liczba ofiar «holokaustu» w 5-6 mln. z tego powodu nie doznaje żadnych wahań. Od tych 5-6 mln. można odejmować setki tysięcy, nawet miliony – pozostanie ona niezmienna. Taka jest matematyka «holokaustu»!
Na jakich dokumentach, na jakich wykopaliskach masowych grobów opierają się holokaustnicy, skracając liczbę ofiar? Na żadnych! Wszystkie przytoczone powyżej cyfry są czystym wymysłem, bez żadnego stosunku do udokumentowanej rzeczywistości obozu Oświęcim. Według obliczeń rewizjonistów zmarło tam około 150 tys. Żydów (Faurisson) lub 160-170 tys. (Mattogno); w tym uśmierconych gazem – zero. Epidemie, w pierwszej kolejności tyfus plamisty, były główną przyczyną tak bardzo wysokiej śmiertelności.

B. Mydło z tłuszczu Żydów

Na procesie w Norymberdze strona radziecka twierdziła, że z tłuszczu pomordowanych Niemcy wyrabiali mydło (20). Ta obrzydliwa, straszna bajka regularnie, przez dziesiątki lat wynurza się w prasie światowej, niczym potwór z jeziora Loch-Ness. Z prawdziwie poetyckim natchnieniem została ona podana przez Szymona Wiesenthala (21): «W ostatnim tygodniu marca (1946 r.) w prasie rumuńskiej ukazała się niezwykłą wiadomość: w małym rumuńskim miasteczku Falticeni odbyła się bardzo uroczysta ceremonia pogrzebu na cmentarzu żydowskim 20 skrzyń mydła. (…) Na skrzyniach widać było napis R.J.F. – «czysty tłuszcz żydowski». (…) W końcu 1942 r. po raz pierwszy zjawia się straszne słowo – «transport dla mydła». Było to w województwie Warszawskim, fabryka zaś znajdowała się w Galicji, w Bełżcu. Na tej fabryce od kwietnia 1942 r. do maja 1943 r. przerobiono 900 tys. Żydów na surowiec. (…) Światu kulturalnemu trudno jest zrozumieć, z jaką przyjemnością naziści i ich żony patrzyli na to mydło. W każdej kostce widzieli oni trick cyrkowy, za pomocą którego został tam ukryty Żyd, który mógłby stać się drugim Freudem, Einsteinem lub Erlichem. (…) Pogrzeb tego mydła (…) wyglądał jako coś przeciwnego naturze. Zaczarowana tęsknota, która siedziała w tym małym przedmiocie codziennego użytku, rozrywała nawet zatwardziałe serca ludzi XX stulecia. W wieku atomowym powrót do ciemnej kuchni czarownic średniowiecza działa jak zjawa. A jednak to jest prawdą!»
W roku 1990 izraelski «ekspert od holokaustu» Szmul Krakowski oświadczył, że mydło z Żydów jest fikcją. Z podziwu godną bezczelnością dodaje on, iż bajkę tę wymyślili Niemcy, żeby sprawić Żydom duchowe cierpienia! (22).

C. Metody niszczenia Żydów

Z literatury o holokauście można się dowiedzieć, że istniały następujące sposoby mordowania Żydów:
– W Oświęcimiu i Majdanku za pomocą środka owadobójczego «Cyklon B»; w Majdanku częściowo tlenkiem węgla;
– W Chełmnie poprzez wpuszczanie spalin do wnętrza ciężarówki;
– W Bełżcu, Sobiborze i Treblince za pomocą spalin silnika Diesla;
– Na Froncie Wschodnim w samochodach gazowych oraz poprzez masowe rozstrzelania.
Śledząc według kolejnych lat historię «holokaustu», która się zaczyna w roku 1942, napotyka się przez cały czas rzeczy niesamowite. W żywych kolorach są tam opisane sposoby zabijania, o których późniejsza literatura nie wspomina ani jednym słowem – milczy niczym niema. Oto jedynie niektóre z nich.

a) młot pneumatyczny

Metoda ta została opisana w komunikacie polskiego Ruchu Oporu w następujący sposób (23): «Kiedy kierowano drużynę (komando) do pracy, szła ona na podwórko, gdzie dokonywano egzekucji za pomocą młota pneumatycznego. Więźniów przyprowadzano do podwórka jednego po drugim nagich, ze związanymi rękoma. Po drodze strzelano do nich z tyłu z pneumatycznego urządzenia. Pod wpływem ściśniętego powietrza młot uderzał w czaszkę i rozwalał ją w drzazgi».

b) elektryczne wanny

Również według informacji polskiego Ruchu Oporu, powołując się na zeznania oficera SS, mówi się tak (24): «Więźniów w czasie wolnym od pracy zapędzano po 2500 os. do kamery z wodą i puszczano prąd elektryczny…».

c) konwejer elektryczny

O tej metodzie informuje gazeta «Prawda» 5 dni po wyzwoleniu Oświęcimia (2 lutego 1945 r.): «Oni (Niemcy) wyrównali pagórek we wschodniej części obozu, usunęli i zniszczyli wszystkie ślady przenośnika, na którym setki ludzi jednocześnie zabijano prądem elektrycznym».

d) bomba atomowa

Podczas procesu w Norymberdze amerykański oskarżyciel Robert Jackson rzekł co następuje (25): «W małej tymczasowej wiosce, która została wybudowana tymczasowo specjalnie w tym celu,zostało zabitych 20 tys. Żydów. Za pomocą nowego wynalezionego środka zagłady 20 tys. ludzi zostało zabitych prawie momentalnie i to tak, że nic po nich nie zostało, żadnego śladu. Eksplozja utworzyła temperaturę 400-5000C i tak zniszczyła ludzi, że nic po nich nie zostało».

e) palenie żywcem

Eli Wiesel, który dostał w 1986 r. pokojową nagrodę Nobla, był od wiosny 1944 r. do stycznia 1945 r. internowany w Oświęcimiu. W 1958 r. ukazała się książka jego obozowych opowiadań «La nuit» («Noc»), w której ani jednym słowem nie wspomina on o KG, mimo że w czasie jego pobytu w obozie miało być tam zgładzono 400 tys. Żydów węgierskich. Ale w niemieckim tłumaczeniu książki KG wynurza się niby poprzez jakieś czary, bo tam, gdzie we francuskim tekście stoi «krematorium», tłumacz pisze «kamora gazowa». Eksterminację Żydów Wiesel opisuje w ten sposób (26): «Niedaleko od miejsca, gdzie byliśmy, w dole pałał ogień, gigantyczny płomień wyrywał się stamtąd, tam coś spalano. Podjechała kryta ciężarówka i wytrząchnęła do dołu swój ładunek. To były maluczkie dzieci. Dzieci! Tak, widziałem to na własne oczy… Dzieci – do ognia! (Nic dziwnego, że od tej pory sen ucieka od moich oczu). Tam też posyłali i nas. Nieco dalej był dół jeszcze większych rozmiarów – dla dorosłych. «Ojcze, powiedziałem, jeśli tak ma się sprawa, nie chcę czekać. Rzucę się na przewody elektryczne. To jest lepsze, niż nieskończona męka w ogniu».
O tym, jak za pomocą cudu Eli uniknął «ognia», opowiemy później.

f) para

W grudniu 1945 r. na procesie w Norymberdze wpisano do protokołu co następuje (27): «Wszystkie ofiary (w Treblince) musiały zdjąć ubranie i obuwie, które natychmiast zabierano. Następnie ofiary, najpierw kobiety i dzieci, zapędzano do komory śmierci (…) Wypchaną do oporu komorę szczelnie zamykano i wpuszczano do niej gorącą parę (…) Według ujawnionych danych zamordowano w Treblince wiele setek tysięcy Żydów».

g) uduszenie poprzez wypompowanie powietrza z komory

O tej metodzie, stosowanej ponoć w Treblince, powiadamia radziecki Żyd Wasilij Grossman (28).

h) niegaszone wapno

Według zaznań Jana Karskiego, Żydów w Bełżcu mordowano w następujący sposób (29): «Podłogę wagonu (wypchanego Żydami) posypywano grubą warstwą białego proszku. Było to wapno niegaszone. Każdy wie, co się dzieje, kiedy dostanie się do niego woda. Trafiając na ciało, wapno powoli zżera je do kości (…) Zapadał już zmrok, kiedy 45 wagonów (sam je liczyłem!) były już pełne. Pociąg, wypełniony dręczonym ciałem, chwiał się i nieludzko wył, jakby przeklęty».

i) młyn ludzki

Całkiem inne rzeczy na temat niszczenia Żydów w Bełżcu opowiada dr filozofii Stefan Szende (30): «Ludzki młyn (Menschenmühle) miał około 7 km średnicy. (…) Wypchane do oporu pociągi z Żydami znikały w tunelu i trafiały do ulokowanego pod ziemią miejsca straceń. (…) Rozebranych do naga Żydów zaprowadzano do gigantycznych sal, w których jednocześnie mieściło się kilka tysięcy ludzi. Sale miały metalową podłogę, która mogła się opuszczać. Podłoga w tych salach wraz z wieloma tysiącami Żydów pogrążała się w znajdujące się pod nią baseny, dopóki stojący na żelaznych płytach ludzi nie zanurzali się całkiem w wodzie. Kiedy wszyscy Żydzi, stojący na żelaznych płytach, byli już po biodra w wodzie, do wody puszczano prąd elektryczny. Za kilka chwil wszyscy Żydzi, tysiące, nie żyli. Wtedy metalowa podłoga podnosiła się do góry. Leżały na niej trupy zabitych. Znów włączano prąd i metalowa podłoga przemieniała się w krematorium, rozgrzewała się do białości, aż wszystkie trupy na niej stawały się popiołem. (…) Każdy pociąg przywoził od 3 do 5 tys., a niekiedy nawet więcej Żydów. Zdarzały się dni, kiedy po linii na Bełżec przechodziło po 20 i więcej takich pociągów. Współczesna technika za reżimu nazistowskiego świętowała swój triumf. Problem, jak zgładzić miliony ludzi, był rozwiązany».

j) topienie

Według informacji izraelskiego «eksperta od holokaustu» Jehudy Bauera, Rumuni w Odessie większość ze 144 tys. Żydów utopili (31). O tej metodzie zagłady donosiła również podziemna agencja prasowa w getcie Warszawskim, mówiąc o Babim Jarze (32): «W Kijowie nie pozostał przy życiu ani jeden Żyd po tym, jak Niemcy całą żydowslą ludność Kijowa wrzucili do Dniepra».

k) gaz chlorowy, taśmowe rozstrzeliwanie, wrzątek, kwasy

Twierdzi się, że za pomocą tych środków zabijano w Treblince (33, 34).
O tych wszystkich historiach współcześni zwolennicy holokaustu nic nie chcą wiedzieć, chociaż w swoim czasie wszystkie one zostały potwierdzone przez «wiarygodnych świadków», jak to się przedstawia obecnie z KG, wątpić w istnienie których, jednak, zakazuje prawo w całym szeregu krajów wolnego, zachodniego, demokratycznego świata.

D. Gdzie znajdowały się «komory gazowe»?

Po tym, jak kamery z gorącą parą, młyny, wagony z wapnem itp. zostały pomyślnie zastąpione przez KG, wśród historyków już od dziesiątków lat trwa zamieszanie odnośnie zagadnienia, gdzie KG były usytuowane.

a) faza pierwsza

Każdy, albo prawie każdy OK miał jedną lub więcej KG, tak twierdziło się w pierwsze lata po wojnie. Na procesie w Norymberdze lekarz obozowy z Dachau złożył takie zeznanie (35): «KG gotowe były w 1944 r. i dr Rascher zaproponował mi wypróbować je na pierwszych ofiarach. Spośród 8-9 osób, osadzonych w komorze, trzy dawały oznaki życia, pozostałe są martwe. Oczy ich były czerwone, a twarze opuchnięte».
Piękny obraz KG w Buchenwaldzie podaje «zasługujący na wiarę» naoczny świadek Charls Hauter (36): «Szybkie realizowanie eksterminacji wymagało specjalnej techniki. Niektóre, w szczególnie wyrafinowany sposób skonstruowane komory miały kolumny z przezroczystego materiału, w których tworzył się gaz i wychodził następnie na zewnątrz poprzez ścianki. Inne były prostsze, lecz wszystkie one wyglądały wspaniale. Łatwo było zrozumieć, że budowano je z przyjemnością oraz że były one już od dawna zaplanowane, dlatego jaśniały wszystkimi zaletami estetycznymi. Były one częścią obozu, skonstruowaną ze szczególnym upodobaniem».
Lekarz obozowy w Ravensbrücku Percy Trate (Persy Trejt) zeznał (37): «Przypominam sobie, że wiele Polek zostało zabitych strzałami w potylicę. Ale ponieważ te rozstrzeliwania odbywały się burzliwie i pozostawało niebezpieczeństwo, że do ognia trafią również żywe kobiety, zatroszczyłem się o to, by sposób zabójstwa był przyzwoity. Były to KG».
Rzeczy niepojęte działy się w zamku Hartheim pod Linzem (Austria), gdzie zostało zatrutych od 1 do 1,5 mln ludzi. Zacytujemy wyznanie komendanta Mauthausen Franza Ziereisa (Cyirajs) (38): «Gruppenführer SS Glück rozkazał ogłosić słabych więźniów psychicznie chorymi i zatruć ich gazem w dużym budynku. Tam zostało zabitych od 1 do 1,5 mln ludzi. Miejsce to nazywa się Hartheim, znajduje się ono w 10 km od Linza».

b) od sierpnia 1960 r.: na terenie starej Rzeszy komór gazowych nie było

W sierpniu 1960 r. kierownik Instytutu Współczesnej Historii w Monachium Martin Broszat pisał (39): «Ani w Dachau, ani w Bergen-Belsen, ani w Buchenwaldzie Żydów i innych więźniów nie zabijano za pomocą gazu. (…) Masowa likwidacja Żydów za pomocą gazu rozpoczęła się w 1941-42 l. i dokonywała się wyłącznie w specjalnie do tego przeznaczonych i wyposażonych w odpowiednie techniczne urządzenia miejscach, przede wszystkim na okupowanych polskich terenach (ale nie w starej Rzeszy): w Oświęcimiu, Sobiborze nad Bugiem, Treblince, Chełmnie i Bełżcu».
Godne uwagi, że w opowiadaniu Broszata nie jest obecny Majdanek – wyposażony w KG obóz. Mówiąc «przede wszystkim», chciał on prawdopodobnie pozostawić kwestię otwartą  kto wie, może w Mauthausen (Austria) albo w Natzweiler-Struthofie (Alzacja) KG też się znajdą? Zaś co dotyczy «starej Rzeszy» (w granicach 1937 r.), tam, zapewnia Broschat, zabijania gazem nie dokonywano.

c) 1983 r.: powrót komór gazowych na Zachód

W pracy zbiorowej Kogona, Langbeina i Rückerla «Narodowosocjalistyczne masowe mordy za pomocą gazu trującego» (40) KG od 1983 r. świętują swój triumfalny powrót do Ravensbrück, Sachsenhausen, Stutthof i in. Wprawdzie, masowych zatruć teraz tam się już nie dokonuje jedynie niewielkie próby z kilkoma tysiącami ofiar. W ten sposób został osiągnięty kompromis pomiędzy pozycją Broszata a holokaustnikami-fundamentalistami. Tylko KG w Bergen-Belsen i Buchenwaldzie autorzy nie przyjęli.
U kogo w obliczu tych wszystkich nieprawdopodobnych sprzeczności miałyby powstać wątpliwości co do bezwarunkowej słuszności sfabrykowanych po tych wszystkich błąkaniach i przygodach wersji «holokaustu», które jednak przy wszystkich zakrętach losu opierają się na świadectwach «godnych zaufania naocznych świadków» trucia gazem, ten uczyni dobrze, jeśli, żyjąc w demokratycznych Niemczech, w demokratycznej Austrii, w demokratycznej Francji, w demokratycznej Szwajcarii, pozostawi swoje wątpliwości przy sobie, w przeciwnym bowiem razie stoi on już jedną nogą w więzieniu. Obraz współczesnej demokracji najlepiej oddają trzy słynne małpy, z których jedna nie mówi, druga nie widzi, a trzecia nie słyszy.

Przypisy

1) Tę tabelę z pewnymi niewielkimi opuszczeniami wzięliśmy od Roberta Faurissona, który opublikował ją w V. H. O. Nieuwsbrief (Herausgeber Siegfried Verbeke, Antwerpen, 7. Jahrgang, 1996, Nummer 1).
2) Nakręcony w r. 1955 przez Alaina René.
3) Eug‚ne Aroneanu, «Camps de concentration», Office francais d’edition, s. 196.
4) Ibidem, s. 196.
5) Wprowadzenie Kremera do książki: Miklós Nyiszli (Miklosz Nisli), «SS-Obersturmführer Docteur Mengele», Les Temps Modernes, marzec 1951 r., s. 1655.
6) Dokument norymberski URSS-008.
7) Przedmowa Claude’a Lanzmanna do Filip Müller, «Trois ans dans une chambre a gaz», Pygmalion/Gerzrd Watelet, 1980, s. 12.
8) Dokument norymberski PS-3868.
9) Oświadczenie Wrby ambasadzie Izraela w Londynie w związku z procesem Eichmanna od 16 lipca 1961 r.
10) Pery Broad, «KL Auschwitz in den Augen der SS», Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu, 1973, s. 141.
11) Yehuda Bauer, «A history of the Holocaust», New York, Franklin Watts, 1982, s. 215.
12) Lucy Davidowicz, «The war against the Jews», Penguin Books, 1990, s. 191.
13) Yehuda Bauer, «Auschwitz and the Poles», The Jerusalem Post, 22. september 1989, s.6.
14) Przed 1990 r. na spiżowych tabliczkach w Oświęcimiu figurowała liczba 4 mln ofiar. Następnie o tę przesadę oskarżono stronę radziecką, i tabliczki zdjęto.
15) Raul Hilberg, «The destruction of the european Jews», New York, Holmes and Meier, 1985, s. 895.
16) Jean-Claude Pressac, «Auschwitz. Technique and operation of the gas chambers», Beate Klarsfeld Foundation, New York, 1989, s. 553.
17) Gerald Reitlinger, «Die Endlosung», Colloquium, 1983, s. 524.
18) Jean-Claude Pressac, «Les crematoires d’Auschwitz», CNRS, 1993, s. 148.
19) Jean-Claude Pressac, «Die Krematorien von Auschwitz», Piper, 1994 (niemieckie tłumaczenie książki, podanej w przypisie 18), s. 202.
20) Dokument norymberski Imt VII, s. 656/657.
21) Simon Wiesenthal w «Der neue Weg», Wien, Nr. 17/18, 1946.
22) «Daily Telegraph», 25. April 1990.
23) Sprawozdanie polskiego Ruchu Oporu od 1 listopada 1942 r. Archiwum Państwowego Muzeum w Oświęcimiu (APMO), zespół «Obóz», materiały obozowego ruchu oporu, «O życiu w obozie», s. 79 i 80; cytaty z Enrique Aynat, «Estudios sobre el Holokausto», Graficas Hurtado, S. I. Maestro Lope, 59 y 65, 46100 Burjassot/Valencia, 1994, s. 150/151.
24) Sprawozdanie polskiego Ruchu Oporu od 23 października 1942 r. APMO, «Obóz», Blatt 163-A/1, s. 52; cytuje się za Enrique Aynat, por. przypis 23.
25) Dokument norymberski IMT XXI, s. 579/580.
26) Elie Wiesel, «La nuit», Editions de minuit, 1958, s. 57 nn.
27) Dokument norymberski PSY 3311.
28) , « », , , 1946.
29) Ian Karski, «Story of a secret state», The Riverside Press, Cambridge, 1944; cytuje się według Robert Faurisson, «Response a Pierre Vidal-Naquet», La Vieille Taupe, Paris, 1982, s. 43/44.
30) Stefan Szende, «Der letzte Jude aus Polen», Europa Verlag, Zürich/New York, 1945, s. 290 nn.
31) Yehuda Bauer, «A history of the holocaust», l.c., s. 200.
32) «Podziemna obsługa prasy pozagettowej», Archives of the Jewish Historical Institute in Warsaw, Ringeblum-1 file, July 18, 1942; cytuje się za Herbert Tiedemann, «Babi Jar. Kritische Fragen und Anmerkungen», w Ernst Gauss, «Grundlagen zur Zeitgeschichte», Grabert, 1994, s. 378.
33) Arnulf Neumaier w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 358 nn.
34) Robert Faurisson w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 10.
35) Dokument norymberski IMT V, s. 198.
36) Cytuje się według Pierre Vidal-Naquet, «Les assassins de la memoire», Editions de la decouverte, 1991, s. 28.
37) Cytuje się według Kogon/Langbein/Rückerl, «Nationalsozialistische Massentotungen durch Giftgas», Fischer Taschenbuch, 1989, s. 258.
38) Simon Wiesenthal, «KL Mauthausen», Ibis Verlag, 1946, s. 7/8.
39) «Die Zeit», 19 August 1960.
40) Porównaj przypis 37.

VI. Dowody na istnienie holokaustu

Pod koniec czerwca – na początku lipca 1993 r. w «Die Welt» pojawiła się następująca informacja:
«Dziewięć lat w więzieniu bez winy».
«28 czerwca 1993 (Associated Press). Człowiek, skazany najpierw na karę śmierci, a następnie trzykrotnie na dożywocie w amerykańskim stanie Maryland, już w tym tygodniu zostanie zwolniony. 23-letni Kirk Bloodwors, który spędził w więzieniu 9 lat, w tym 2 lata w celi dla skazanych na karę śmierci, był oskarżany o to iż w 1984 r. zgwałcił i zabił 9-letnią dziewczynkę. Po przeprowadzeniu ekspertyzy sądowo-medycznej (spermy itd.) okazało się, że Bloodwors przestępstwa nie popełniał, został mimo to skazany na śmierć na podstawie zeznań 5 świadków, którzy twierdzili że go widzieli w chwili popełnienia zbrodni».
Ten wypadek najwyraźniej ilustruje to, co znane jest każdemu prawnikowi, mianowicie że zeznania świadków należy gruntownie sprawdzać przy pomocy ekspertów. Świadkowie mogą kłamać albo szczerze się mylić. Dowód, oparty na zeznaniach świadków, uważany jest za najsłabszy ze wszystkich rodzajów dowodów (1).
To, co się mówi o poszczególnym zwykłym zabójstwie, musi zachowywać swą ważność również w tym wypadku, jeśli mowa jest o setkach tysięcy lub nawet milionach ofiar. Zgodnie z tą zasadą pomieszczenia, które nazwano «komorami gazowymi», należało od razu po ukończeniu wojny poddać jak najdokładniejszej ekspertyzie. Następnie specjaliści mieliby policzyć, czy mogły krematoria – jeśli były one w obozie – przerobić taką ilość trupów. W «czystych obozach śmierci» – Treblince, Sobiborze, Chełmnie trupy rzekomo najpierw zakopywano w ziemię, później dokonywano ekshumacji i, wreszcie, spalano je pod odkrytym niebem. Jeśli istniały masowe groby na wiele setek tysięcy ludzi, wtedy można byłoby je odnaleźć nawet po latach przy pomocy prac wykopaliskowych oraz zdjęć lotniczych, które bardzo dobrze lokalizują masowe groby; ta ostatnia metoda jest obecnie stosowana w szerokim zakresie przez Amerykanów w Bośni.
Lecz nic z tego rodzaju rzeczy nie robiono po ukończeniu II Wojny Światowej i osądzeniu Niemiec. Naukowe badania KG, krematoriów i domniemanych masowych grobów nigdy nie miały miejsca. Nie dokonano również sekcji chociaż by jednego trupa więźniów OK dla stwierdzenia zatrucia gazem. Eksterminacjoniści (tak się nazywa obrońców oficjalnej wersji holokaustu) zorganizowali, na ile wiemy, tylko dwie ekspertyzy sądowo-medyczne, przy pomocy których chcieli potwierdzić masowe mordy, lecz obydwie doznały całkowitej klęski. Oto one:
1. Według ekspertyzy, przeprowadzonej w 1945 r. w Krakowie, znaleziono ślady cyjanku we włosach więźniów Oświęcimia. Obecnie ta ekspertyza, po pierwsze, nie może być powtórzona – w odróżnieniu od ekspertyz rewizjonistów, które można powtórzyć w każdej chwili – a po drugie, gdyby nawet była prawdziwa, to i wtedy nie miałaby żadnej siły dowodu. Przypuśćmy najpierw, że ostrzyżone włosy szły w Trzeciej Rzeszy na przeróbkę przemysłową. Ale w takim przecież wypadku koniecznie musiały one być poddane obróbce Cyklonem B, w celu dezynfekcji. Załóżmy również, że ludzi truto gazem, w takim jednak przypadku, czyż nie jest szaleństwem strzyc włosy na ofiarach już po KG, kiedy trucizna przesiąknęła wszystko i sama procedura staje się niebezpieczną dla życia tych, którzy jej dokonują! W tym wypadku, niewątpliwie, należałoby strzyc ofiary jeszcze przed zabiciem.
2. Według drugiej polskiej ekspertyzy w pobliżu Oświęcimia w glebie znaleziono wielką ilość ludzkich szczątek (3). Nie ma żadnych podstaw by podawać tę ekspertyzę w wątpliwość, dlatego że w drugiej połowie 1942 r. w obozie szalał tyfus i tysiące trupów więźniów palono na otwartym powietrzu. Jedyne krematorium, które tam było, mogło skremować nie więcej niż 100 trupów dziennie, a ponadto często stało nieczynne. Znalezienie ludzkich szczątek dowodzi jedynie, że rzeczywiście w Oświęcimiu zmarło sporo więźniów. Jednak masowego, świadomego niszczenia ludzi to nie dowodzi.
Stajemy w ten sposób przed bardzo dziwnym faktem: oskarżyciele Niemiec nie przedstawili jak na razie żadnego dowodu «największej zbrodni wszystkich czasów». Dowody aż do tej pory przedstawiają rewizjoniści, lecz ich dowody obalają oficjalną wersję holokaustu we wszystkich zasadniczych punktach.

Przypisy

1) Czytaj o tym artykuł Manfreda Koehlera o wartości wypowiedzi oraz zeznań na temat holokaustu w książce: Ernst Gauss, «Grundlagen zur Zeitgeschichte», l.c.
2) Wyniki krakowskiej ekspertyzy wydrukowano w antyrewizjonistycznym zbiorze (Hg. Brigitte Bailer-Galanda, Wolfgang Benz und Wolfgang Neugebauer), Deuticke, 1995, s. 79 nn.
3) O tej ekspertyzie patrz Nr 60 «Historischen Tatsachen», l.c.

Opublikowano Rewizjonizm Holocaustu | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jürgen Graf – Mit Holokaustu, część pierwsza

Mit Holokaustu

Jürgen Graf

Lublin 1998

 

Przedmowa tłumacza

Na początku XX w. światowy ruch syjonistyczny w ramach przygotowania fundamentu pod przyszłe «Królestwo Mesjasza» stawiał przed sobą 2 główne zadania. Po pierwsze, utworzenie formalnie niezależnego żydowskiego państwa na terenie Palestyny, co nie tyle miało «podnieść na duchu» samych Żydów, pokazując im jak «Bóg kocha swój lud», ile miało zdemoralizować i zniechęcić do stawiania oporu «gojów», przede wszystkim chrześcijan, dla których ojczyzna Jezusa Chrystusa, Patriarchów i Proroków jest Ziemią Świętą. Po drugie, trzeba było w jakiś sposób przedstawić «naród żydowski» w roli zbiorowego męczennika, a narody chrześcijańskie – w roli wściekłych prześladowców tych niewinnych baranków. Ludożerczy reżim «bolszewików» w Rosji, gdzie do końca lat trzydziestych Żydzi stanowili niemal 100% w naczelnych organach państwa, a «antysemityzm», do którego zaliczano nawet używanie słowa «Żyd», był karany rozstrzelaniem «bez sądu i śledztwa» – nie sprzyjał bynajmniej kształtowaniu tego wizerunku. Syjoniści osiągnęli jednak obydwa cele, i to z nadmiarem, w wyniku II wojny światowej. W przygotowaniu tej wojny przywódcy «najbardziej miłującego pokój narodu w świecie» brali jak najbardziej czynny udział. Najpierw, przez ciągłe upokarzanie i poniżanie Niemiec na arenie międzynarodowej, wzbudzili w szerokich rzeszach narodu niemieckiego dążenia do odbudowy dawnej mocy Niemieckiego Imperium. Następnie jawnie i potajemnie wspierali finansowo partię Adolfa Hitlera, pomagając mu w jak najszybszym objęciu władzy. Na temat tych stosunków zachowało się po dziś dzień niemało dokumentacji.) Wreszcie, poprzez dążenie do ekonomicznej izolacji hitlerowskich Niemiec nie pozostawili narodowym socjalistom innego wyjścia poza wojną.) Nie zdejmuje to, rzecz oczywista, odpowiedzialności za agresję z Niemiec ani z Hitlera osobiście. Nam jednak nie chodzi o ocenianie winy Hitlera bądź innych «zbrodniarzy wojennych», tylko o wskazanie wszystkich winnych tej tragedii, jaką była II wojna światowa, i o rzetelne wyjaśnienie jej rzeczywistych przyczyn, zgodnie z rzymską zasadą «cui bono?» (dla kogo korzystne?).

Zadając sobie to pytanie, widzimy przede wszystkim, że Żydów, a w szczególny sposób żydowską elitę finansową, mniej niż kogokolwiek innego można uważać za stronę, która ucierpiała w wyniku wojny. Żydzi nie tylko bez zbytnich wysiłków dostali we własność Palestynę, co już same w sobie stanowi niesłychane upokorzenie i policzek dla chrześcijan, lecz, praktycznie rzecz biorąc, opanowali cały świat, ustanawiając w nim system totalnego kłamstwa i terroru informacyjnego. Zresztą nie tylko informacyjnego. W USA i krajach Zachodniej Europy człowiek, który ośmieliłby się tylko przypuszczać, iż Żydzi są ludem, w istocie, takim samym jak wszystkie inne i dlatego na równi ze wszystkimi innymi mogą być sądzeni i oceniani, stawia się właściwie poza społeczeństwem. Nie tylko nie może on liczyć na jakąkolwiek posadę w aparacie państwowym, przed nim zamykają się drzwi uniwersytetów i szkół, towary jego firmy tracą popyt, a wspólnicy rozrywają z nim kontrakty. Publiczne zaś wątpienie w sprawiedliwość i słuszność tak wyjątkowej nietykalności «wybranego ludu» jest karane przez osadzenie w zakładzie karnym na termin – w zależności od humoru «sędziów» – od 2 do 5 lat.

To niesłychane upokorzenie narodów chrześcijańskich jest tym boleśniejsze, bo zbudowane jest nie na zwykłym nawet kłamstwie, lecz wprost na bezwstydnym łgarstwie ogólnoświatowej siatki syjonistycznych mistyfikatorów, którzy z podziwu godną obłudą ponad pół wieku budują nowy pseudoreligijny mit «Oświęcimia». Z typowo talmudycką złością wyśmiewają i poniżają oni wartość Ofiary Chrystusa, nazywając «całopaleniem» (łac. holacavstvm) rzekome masowe mordowanie Żydów w czasie II wojny światowej. Łgarstwo to nie jest poparte niczym, oprócz psychologicznego terroru, totalnej kontroli informacji oraz ekonomicznego szantażu, uzupełnianego przez terror policyjny i wojskowy.) W umysły ludzi wpaja się myśl, że cierpienia Żydów w czasie II wojny światowej nie da się porównać z żadnymi innymi – ani z 70-ma milionami Rosjan i Ukraińców, wyrżniętych przez żydowskich oprawców w latach 1917-1937, ani z setkami milionów niewinnych dzieci, które są zabijane w łonach matek, otumanionych przez należący do Żydów system propagandy i «wychowania», zabijane bardzo często przez rzeźników od medycyny tejże narodowości i wyznania. Wszystko to mają być nic nie znaczące epizody historii, w porównaniu z rzekomymi 6 mln ofiar «Szoahu» ). W tej atmosferze jak grzyby po deszczu powstają wszelkiego rodzaju «filozofie twarzy», «teologie spotkania» i inne żydowskie wypociny, głównym aksjomatem których jest hasło głoszące, że «po Oświęcimiu» «nie można» myśleć «po staremu», nie można wierzyć «po staremu», nie wolno mówić «po staremu» itp. idiotyczne brednie. Nawet w Kościele Katolickim, który przez prawie 2 tysiące lat był główną ostoją narodów Europy przeciwko żydowskiej ekspansji, dziś uchodzi za przestępstwo i niemal że zbrodnię przeciwko ludzkości odwoływanie się do jednoznacznych i nie dopuszczających jakichkolwiek «alegorycznych interpretacji» wypowiedzi Ojców i Doktorów Kościoła na temat żydowskiego plemienia i żydowskiej religii).

W tej sytuacji ogromne znaczenie ma fakt, że są ludzie, którzy mają odwagę powiedzieć światu prawdę o losie Żydów i innych narodów w czasie Wojny. Dla tych ludzi prawda, w tym historyczna, stanowi wartość nadrzędną, nieporównywalną ani z osobistymi sympatiami politycznymi, ani ze względami własnego bezpieczeństwa i dobrobytu. Liczba tych ludzi, których przeciwnicy pogardliwie nazywają «rewizjonistami» lub «negacjonistami», ciągle się zwiększa, podczas gdy obrońcy mitów o «masowej zagładzie» muszą zdawać jedną pozycję po drugiej. Bynajmniej nie wszyscy historycy z tego obozu są zwolennikami prawicowych ideologii czy tym bardziej Narodowego Socjalizmu. Są to po prostu rzetelni badacze, ludzie nauki, którzy idą w kierunku od faktów i dokumentów ku tworzeniu hipotez i teorii, a nie odwrotnie, jak to czynią uwieńczeni profesorskimi tytułami słudzy «nowego światowego porządku». Jeśli zaś większość z tych uczciwych naukowców prędzej czy później skłania się jednak w swoich osobistych moralnych i politycznych poglądach bardziej w prawo, to staje sie tak jedynie dlatego, iż bardziej niż ktokolwiek inny poznali oni na własnej skórze chwaloną «wolność słowa», «wolność poszukiwań naukowych» i inne «walory» tak zwanego «społeczeństwa równych możliwości», gdzie, w dokładnym przeciwieństwie do odwiecznych zasad moralności Boskiej i ludzkiej, rzeczywiście istnieje wolność, ale jedynie w granicach zła i kłamstwa. Kto by chciał wykorzystać rzekomo przysługujące mu od urodzenia «prawo» do wolności w celu obrony Prawdy i Dobra, szybko się przekonuje, że dla niego w tym «jedynym godnym Człowieka społeczeństwie», rządzonym przez zrzeszone w tajnych strukturach osoby określonego pochodzenia, po prostu nie ma miejsca.

Prawie wszyscy historycy, zaliczani do kategorii «rewizjonistów», byli w ten czy inny sposób prześladowani za swoje – zawsze oparte na niezbitych dowodach – poglądy na historię. Warto więc znać imiona tych ludzi, którzy odważyli się rzucić wezwanie cywilizacji totalnego kłamstwa. Pełna ich lista zajęłaby kilkanaście stron. Wymienimy jedynie tych, którzy są bardziej znani, nie tylko w środowisku specjalistów od najnowszej historii.
W RFN jest to Thies Christophersen, autor książki «Kłamstwo o Oświęcimiu», zmuszony do ucieczki do Danii, gdzie go też nie zostawiono w spokoju: jego dom spalono, i sam on teraz ukrywa się. Jest to Manfred Röder, skazany za to, iż napisał przedmowę do książki Christophersena. Jest to Wilhelm Stäglich, któremu za książkę «Mit Oświęcimia» odebrano tytuł doktorski, motywując tę decyzję – o dziw – ustawą, uchwaloną jeszcze za Hitlera!

We Francji takim człowiekiem jest François Dupra, którego zabito w 1978 roku; Michel Quegné, któremu studenci-syjoniści rzucili w twarz flakonik z kwasem siarkowym; profesor Robert Faurisson, który stracił katedrę na Liońskim uniwersytecie za to, że wyraził wątpliwość w istnienie tzw. «komór gazowych». We wrześniu 1989 r. jego okrutnie pobili w parku miasta Vichy bojówkarze z grupy «Synowie pamięci żydowskiej», złamali mu szczękę i kilka żeber.

W Kanadzie jest to artysta malarz Ernst Zündel, skazany w 1985 roku na 15 miesięcy więzienia za rozpowszechnianie broszury Richarda Harwooda «Czy rzeczywiście zginęło 6 milionów?». Drugi proces Zündela w 1988 roku stał się momentem przełomowym w całej historii rewizjonizmu. Na tym procesie z sensacyjnym referatem wystąpił inżynier Fred Leuchter, który w sposób naukowy udowodnił, że te zabudowania, które są pokazywane w Oświęcimiu w charakterze «komór gazowych», fizycznie nie mogły być wykorzystywane do masowej zagłady ludzi. Leuchter – nawiasem mówiąc, człowiek całkiem apolityczny, po prostu uczciwy specjalista – zadał śmiertelny cios legendzie o «komorach gazowych». R. Faurisson, który na tym procesie występował w charakterze świadka, pisał później: «Byłem bezpośrednio obecny przy śmierci mitu o komorach gazowych».

Drugim dobrze znanym Kanadyjczykiem jest John Ball, autor książki «Świadectwa zdjęć lotniczych», w której szczegółowo analizuje 175 zrobionych z powietrza zdjęć «hitlerowskich obozów zagłady», porównując je ze zdjęciami miejsc, gdzie rzeczywiście dokonywano zbiorowych mordów, jak na przykład Katyń. Po uważnym przestudiowaniu tej książki rzadko u kogo ze sceptyków pozostają jeszcze jakieś wątpliwości.

Imię «faszysty» zupełnie już nie pasuje do innego badacza, Rogera Garandyego, który, podobnie jak jeden z pionerów rewizjonizmu Paul Rassinier, również był w swoim czasie członkiem Ruchu Oporu i więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych. Garandy był ponadto czołowym ideologiem Francuskiej Partii Komunistycznej, z której został wydalony w 1968 roku po złożeniu przez niego protestu przeciwko wprowadzeniu radzieckich wojsk do Czechosłowacji. Wówczas komuniści krytykowali Garandyego za «rewizjonizm», i oto teraz on znów jest «rewizjonistą», tylko że innego rodzaju. Niedawno ukazała się kolejna jego książka «Podstawowe mity izraelskiej polityki», która wywołała wściekłą nienawiść w kręgach syjonistycznych, ale wielu uczciwym ludziom otworzyła oczy na prawdę. W obronie Garandyego wystąpił nawet znany we Francji opat Piotr, cieszący się powszechnym autorytetem za swoją działalność na rzecz ubogich. Natychmiast stał się on również obiektem wściekłych ataków ze strony syjonistów, domagających się sądowej rozprawy z zakonnikiem.

Autor niniejszej pracy, Jürgen Graf, jest Szwajcarem, co ma pewne znaczenie, obywatela bowiem Szwajcarii trudniej jest podejrzewać o «krwiożerczy niemiecki nacjonalizm», aniżeli Niemca. Jest to kolejna wśród jego prac, dotyczących tego tematu, a jej szczególną zaletą jest zwięzłość w połączeniu z bogactwem treści. Autor uwzględnił również najnowsze wyniki rewizjonistycznych badań, dlatego to jego niewielkie co do objętości dzieło można śmiało nazwać «kompendium wiedzy na temat holokaustu, którego nie było».
W obecnej chwili prace rewizjonistów są mało dostępne i prawie nieznane szerokim rzeszom, podczas gdy kłamstwo i demoralizacja są szerzone w sposób przymusowy, w wielu krajach baśnie na temat «eksterminacji Żydów» stają się przedmiotem obowiązkowym w szkołach i są wciskane w dziecięce głowy w najbardziej wrażliwym i bezkrytycznym wieku (równolegle z tzw. «wiedzą o życiu seksualnym», która ma ostatecznie zrobić z młodego pokolenia stado bezmyślnych zwierząt). Nie mniej jednak, ziarno zdrowego rozsądku w człowieku okazuje się nie tak łatwo zniszczalne. Oto dla przykładu cytat z «Gazety Wyborczej» za 28-XI-1997: «Premier Szwecji przedstawił wczoraj program edukacji o Holokauście, zbrodniach II wojny i rasizmie. Program obejmuje m. in. opublikowanie pracy historycznej dla wszystkich szwedzkich rodzin, przekazanie szkołom pakietu filmów, m. in. «Listę Schindlera» i zainstalowanie specjalnych stron w Internecie. Kampania jest odpowiedzią rządu na wyniki ankiet, z których wynikało, iż 34 proc. uczniów nie jest przekonanych, iż Holokaust miał rzeczywiście miejsce (…)» (pogrubienie nasze – T.B.).

Można mieć zatem nadzieję, że pomimo największych wysiłków sług ciemności, prawda o rzeczywistych autorach II wojny światowej i o tym diabelskim kłamstwie i obłudzie, którymi oni się posługują dla uzasadnienia i usprawiedliwienia swego panowania nad światem, w niedalekiej przyszłości wyjdzie na jaw. Wraz z mitem o «całopalnej ofierze» «wybranego ludu» zawali się również główna podstawa jego światowych rządów. O tę lepszą przyszłość musimy jednak walczyć. Historia nigdy nam nie przebaczy, jeśli my – Aryjczycy, chrześcijanie i wszyscy ludzie dobrej woli – w tym krytycznym dla naszych narodów momencie dziejów skapitulujemy przed potęgą zła i dobrowolnie oddamy się pod władzę sił ciemności. Zwyciężymy, bo Prawda jest po naszej stronie.

ZA WOLNOŚĆ I PRAWO, ZA SPRAWIEDLIWOŚĆ I POKÓJ!

I. Kłamstwo na temat «komór gazowych» i eksterminacji Żydów

A. Oskarżenie

W co wierzy ludzkość, poczynając od 1945 r.

W połowie XX wielu w środku Europy Niemcy w ciągu trzech lat (od jesieni 1941 r. do jesieni 1944 r.) w tajemnicy przed całym światem zabili od 5 do 6 mln. żydowskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Podstawą takiego wyniszczenia całego narodu był diabelski, rzetelnie przemyślany przez narodowo-socjalistyczny (NS) rząd plan. Większość ofiar – zdaniem różnych historyków od 2 do 5 i więcej milionów (1) – została wyniszczona w sposób dotąd nieznany, a mianowicie w kamorach gazowych (KG) oraz w samochodach za pomocą gazów spalinowych. Masowe morderstwo dokonywało się w sześciu usytuowanych na terenie Polski obozach śmierci: w Oświęcimiu, Majdanku, Bełżcu, Sobiborze, Treblince i Chełmnie. W ostatnim z wymienionych obozów w charakterze narzędzia zabójstwa stosowano samochody gazowe, w pięciu innych – stacjonarne KG.

Oświęcim i Majdanek były obozami o podwójnym charakterze – pracy oraz zagłady. Zdolnych do pracy Żydów przeznaczano tutaj do pracy przymusowej, niezdolnych zaś natychmiast, bez rejestracji, kierowano do KG. Co się tyczy Treblinki, Sobiboru, Bełżca i Chełmna, były one czystymi fabrykami śmierci, gdzie, za wyjątkiem garstki Żydów obsługujących obóz, wszystkich niezwłocznie, nie rejestrując, niszczono za pomocą gazu. Trupy zabitych palono doszczętnie – jedne w krematoriach, inne na wolnym powietrzu.
Oprócz wskazanej liczby, Niemcy zniszczyli również w Rosji od 1 do 2 mln Żydów za pomocą samochodów gazowych oraz rozstrzelań (2). Mordów dokonywały tam specjalne oddziały, które składały się z samych morderców, tak zwane «Einsatzgruppen».
Należy jeszcze dodać pół miliona, jeśli nie więcej, Żydów, którzy zmarli w gettach i obozach pracy na skutek złego traktowania, chorób, niedożywienia. Chociaż są oni włączani do ogólnej liczby 6 mln., śmierć ich nie była skutkiem celowej polityki eksterminacji. Nie mogą oni być nazwani bezpośrednimi ofiarami «holokaustu», ale są do nich zaliczani dla ułatwienia sprawy.

Z moralnego punktu widzenia «holokaust» – jak przez pół wieku wbijają w ludzką świadomość środki masowego przekazu (ŚMP) całego świata – nie może być postawiony na jednym stopniu z żadną zbrodnią przeszłości. Niemcy rozpętali «holokaust» nie dlatego, że Żydzi stanowili dla nich jakiekolwiek realne bądź potencjalne niebezpieczeństwo, lecz tylko dlatego, iż byli Żydami. W ten sposób, z powodu czysto rasowej nienawiści, Niemcy, jak głosi oskarżenie, wyniszczyli cały naród. Z powodu nienawiści rasowej zabijali oni nie tylko zdrowych mężczyzn, lecz także starców, kobiety, dzieci, a nawet niemowlęta. Wszystko dlatego, że nazywali się Żydami.

Holokaust jako religia

Claud Lanzmann (Klod Lancman), reżyser 9 – godzinnego filmu «Shoah», w jednym z jego epizodów, gdzie «naoczni świadkowie» opisują proces eksterminacji w obozach zagłady, przytacza wypowiedź, która rzeczywiście nie wymaga komentarzy (3): «Jeśli Oświęcim nie jest po prostu koszmarem historii, jeśli on nie podpada pod określenie «banalnego zła», w takim wypadku rozsadza on same podstawy chrześcijaństwa. Chrystus – Syn Boży, który osiągnął kres ludzkich możliwości, kiedy poniósł straszliwe męki. (…) A jeśli Oświęcim jest prawdą, oznacza to, że istnieją ludzkie cierpienia w ogóle nieporównywalne z cierpieniami Chrystusa. (…) W takim wypadku Chrystus to kłamstwo, i nie od niego przyjdzie Zbawienie. …Albowiem Oświęcim jest czymś nie do porównania bardziej ekstremalnym, aniżeli «Apokalipsa», rodzi nieporównywalnie większe przerażenie niż to wszystko, co Jan opowiada w «Apokalipsie». Bo Apokalipsę da się opisać, a nawet bardzo przypomina ona hollywoodzkie show, spektakl, podczas gdy Oświęcim nie da się wyrazić ani przedstawić, a więc księga «Apokalipsy» – kłamstwo, a wraz z nią i «Ewangelia». Oświęcim jest obaleniem Chrystusa».
Tak, wyraźniej nie da się powiedzieć, że «holokaust» stał się na wieki religią dla wielu Żydów. W Boga wierzy chyba dwóch Żydów spośród trzech, w KG – 99,9%. I gdyby ta ponura religia ograniczała się jedynie do Żydów, byłoby to ich wyłącznie osobistą sprawą. Ale zupełnie fatalnie już od pewnego czasu trwają nieukrywane próby narzucenia jej nie-żydom.

«Jeśli Oświęcim to prawda, wtedy Zbawienie przychodzi nie od Chrystusa», tak uważa Lanzmann. W takim razie od kogo? Całkiem oczywiste: od Żydostwa, które stało się dzięki Oświęcimiu zbiorowym Mesjaszem! Przeciwnym biegunem do takiego mesjasza jawi się «NS reżim z jego fabrykami śmierci» – wcielenie absolutnego zła.

Do zakresu takiej religii, – pseudoreligii, – włączono wzrastające w liczbę zabytki «holokaustu». A wątpienie w «holokaust» zaczęto tymczasem w wielu państwach ścigać prawem, a nawet jakiekolwiek jego naukowe badanie. Dzisiaj na «wolnym Zachodzie» wolno bezkarnie wątpić w istnienie Boga, ale w KG – nie. W ten sposób zamknął się krąg.

Dlaczego prawie wszyscy wierzą w holokaust?

Niewątpliwie, w oficjalną wersję «holokaustu» wierzy absolutna większość przynajmniej mieszkańców Zachodu, i jest to w pełni usprawiedliwione. Po pierwsze, trudno sobie wyobrazić, żeby wszystkie ŚMP w ciągu półwieku rozpowszechniały historię, nieprawdziwą przynajmniej w ogólnych rysach. Że liczba ofiar KG może być zawyżona – w coś takiego jeszcze jest w stanie uwierzyć łatwowierny przeciętny obywatel, ale że cała historia z KG jest oszustwem, – taka myśl z samego początku przedstawia się jemu jako nie do przyjęcia. Nie wolno przy niej nawet na poważnie się zatrzymywać. W tym miejscu należy jeszcze powiedzieć o trzech momentach, które, jak wielu się wydaje, czynią oficjalną wersję «holokaustu» twierdzeniem nie do obalenia.

1. Masowe zniknięcie Żydów z wielu miejsc ich zwartego zamieszkania, które w czasie wojny znajdowały się pod kontrolą niemiecką: przede wszystkim z Polski, gdzie przed początkiem lat 30-ch, jak się przyznaje, mieszkało ponad 3 mln Żydów, teraz zaś, zgodnie z oficjalną statystyką – zaledwie parę dziesiątków tysięcy. Gdzie są teraz ci Żydzi, jeśli ich nie wymordowali? – tak stawia się pytanie.
Bliżej ku końcowi naszych dochodzeń zajmiemy się demograficznymi aspektami omawianej kwestii, a na razie ograniczymy się tylko do jednego kontrargumentu. Na ziemiach na wschód od Odry i Nysy pod koniec drugiej wojny światowej mieszkało około 16 mln. Niemców. Teraz pozostało ich tam od 1 do 2 mln. Czy to oznacza, że pozostali wschodni Niemcy zostali wymordowani? Nie, chociaż niemała ich liczba zginęła w procesie wysiedlenia. Większości udało się jednak przedostać się na Zachód i przeżyć. Odpowiednio do tego również i masowe zniknięcie Żydów z Polski nie stanowi dowodu na to, że zostali oni wyniszczeni. Przecież mogli oni się stąd także ewakuować, uciec. Czy coś takiego miało miejsce i w jakiej skali? Tym, jak już powiedziano, zajmiemy się później.

2. Rzekomo ma się niezliczoną liczbę świadków. Nie wtajemniczeni w to zagadnienie, wołają z przekonaniem: «Być może, poszczególni świadkowie rzeczywiście kłamią, albo przesadzają z okropnościami «holokaustu», ale żeby kłamali wszyscy? Nie do pomyślenia!» Argument zbudowany jest na czystym nieporozumieniu. Istnieje znacznie mniej świadków niszczenia Żydów w KG, – a w tym zawiera się istota kwestii «holokaustu»,– niż wielu sobie wyobraża. Kto zacznie czytać uznaną za wzorcową literaturę o «holokauście», ten wkrótce stwierdzi, że wszędzie w niej figuruje jedna i ta sama garstka świadków: Herrstein, Hoess, Broad, Vrba, Müller, Bendel, Feinsilber, Dragon, Nyiszli (Nisli) i jeszcze parę osób. I jeśli wziąć pod uwagę, że sądowego albo udokumentowanego dowodu mordowania w KG nie ma, – a my to wykażemy w jak najbardziej dokładny sposób, – wychodzi na to, że cała historia «holokaustu» opiera się na zeznaniach mniej niż dwu dziesiątków głównych świadków. Pozostali «niezliczeni świadkowie» nawet nie twierdzą że coś widzieli; oni słyszeli o KG od drugich i trzecich osób.

3. Zdjęcia i filmy. Pewnym jest tylko jedno, że istnieją oryginalne zdjęcia martwych i żywych szkieletów w niemieckich obozach koncentracyjnych (OK), zrobione po ich wyzwoleniu przez wojska sojuszników. Ale dowodem systematycznego mordowania Żydów one w żadnym wypadku nie są, ponieważ nawet oficjalny punkt widzenia historyków jest taki, że ci martwi i umierający byli ofiarami epidemii, które się szeroko rozprzestrzeniły w ostatnich miesiącach wojny, kiedy wszędzie zapanował chaos.

Ale tu pewnym jest jeszcze i coś innego, że mianowicie obok oryginalnych istnieją toporne, poprzez dziesiątki lat uporczywie rozpowszechniane podróbki (fotomontaże; obrazy, podawane za zdjęcia itp.). Wielka zasługa w ich ujawnieniu należy do Udo Walendiego (Walendy) (4). Wszelkie tego rodzaju podróbki nie mówią ani za, ani przeciwko «holokaustowi», ale one wzbudzają w nas nieufność. No, bo po co, pytamy, trzeba uciekać się do tak ordynarnego szachrajstwa, jeśli ma się tyle dowodów nie do obalenia na istnienie KG i eksterminację Żydów?

Argument: Ja sam to widziałem w kinie, w telewizji! – potrafi zrobić wrażenie chyba na całkiem już prostej, łatwowiernej duszy. Wszystkie filmy o niszczeniu Żydów – «Holokaust», «Szoah», «Lista Schindlera» – powstały wiele lat po ukończeniu wojny i dlatego, rzecz oczywista, nie posiadają żadnej siły dowodu. Wcale nie przez przypadek takie partactwo jak «Lista Schindlera» nakręcone zostało na czarno-białą taśmę. W ten sposób próbuje się wywołać u niewykształconego widza wrażenie, że niby to jest film dokumentalny.

Przypisy

1) «Specjalistka od holokaustu» Lucy Dawidowicz w swej, uznanej za wzorcową, książce «The war against the Jews» (Wojna przeciwko Żydom. 1987, s. 191) pisze, że było zabito 5,37 mln Żydów w 6 obozach. Inny, też dobrze znany «specjalista od holokaustu», Raul Hilberg w trzytomowym opusie «Eksterminacja europejskich Żydów» (1990, s. 946) obstaje przy liczbie 2,7 mln. zabitych w 6 obozach. Różnica, w ten sposób, równa się 2,67 mln! Oboje koryfeuszów, oczywiście, zachowują grobowe milczenie na temat źródeł swych obliczeń.
2) Same tylko operatywne grupy, według «Encyklopedii holokaustu» (wydawca Izrael Gutmann i in., Argon, 1993, s. 399), ku początkowi 1943 r. wymordowały nie mniej niż 1,25 mln Żydów.
3) «Les temps modernes», grudzień 1993, s. 132/133.
4) Udo Walendy, «Bilddokumente für die Geschichtsschreibung?», Verlag für Volkstum und Zeitgeschichtsforschung, Vlotho/Weser, 1973, jak również Walendy w książce Ernst Gauss, «Gründlagen zur Zeitgeschichte», Grabert, 1994.

[UWAGA: Rozdział II reprezentuje wyłącznie poglądy politycznie Jürgena Grafa, których nie należy utożsamiać z poglądami redakcji bloga Artykuły Aryjskie.]

II. Funkcja «holokaustu» w świecie po 1945 r.

Polityczne skutki «holokaustu» są olbrzymie. Rozpatrzmy najważniejsze z nich.

Utworzenie państwa Izrael i pozbawienie Palestyńczyków praw obywatelskich

Bez «holokaustu» świat nigdy by się nie zgodził na utworzenie państwa Izrael, ponieważ w owym czasie w świecie już na całą skalę szedł proces dekolonizacji. Anglicy podjęli decyzję nadania niepodległości Indiom; dziesiątki azjatyckich i afrykańskich obszarów dążyły do zrzucenia z siebie panowania białych. Na tle procesu wyzwolenia kolonii kolonialne przedsięwzięcie Żydów w Palestynie wyglądało par excellence jako anachronizm, pomimo tego iż błogosławiono go zarówno na Zachodzie, jak i w ZSRR. Ponadto, kolonizacji dokonywano z zastosowaniem okropnej przemocy; wiele arabskich wsi zostało zrównanych z ziemią. Większość Palestyńczyków została wypędzona z ich ojczyzny. W 1967 r. Izrael zagarnął dodatkowe arabskie obszary, których ludność od tamtej pory poddawana jest najróżniejszym represjom: deportacjom, aresztowaniom – 1992 r. 15 tys. Palestyńczyków siedziało za kratami z politycznych powodów (1)! – torturom; specjalne komendy morderców likwidują opozycjonistów, wysadzają w powietrze domy, urządzają ekspropriacje, stosują niezliczone wyrafinowane drobiazgowe zaczepki (2). I to wszystko na oczach «społeczności międzynarodowej», która choć nie wyraża akceptacji, ale toleruje. Ostatecznie przecież żydowski naród, który przeżył holokaust, potrzebuje ojczyzny, gdzie mógłby się uchronić przed ponownym ludobójstwem! A i cóż to jest cierpienie Palestyńczyków w porównaniu z cierpieniami, których doznali Żydzi za Hitlera!

Bez olbrzymiej pomocy z zewnątrz państwo Izrael jest niezdolne do istnienia. Główne źródła jego finansowania: oficjalna pomoc USA, poparcie międzynarodowego żydostwa oraz niemieckie «odszkodowania». Do 1992 r. RFN wypłaciła Izraelowi (jak również organizacjom żydowskim), zgodnie z oficjalną statystyką, 85,4 mld. niem. marek (3), liczba zaś rzeczywista jest jeszcze wyższa. Tu należy jeszcze policzyć bezpłatny niemiecki eksport do Izraela różnych towarów. Naum Goldmann, wieloletni prezes Światowego Kongresu Żydowskiego, w książce «Paradoks Żydowski» pisze (4): «Bez niemieckich kompensacji, które zostały wypłacone w ciągu pierwszych 10 lat po założeniu Izraela, państwo nie dałoby rady rozwinąć nawet połowy istniejącej obecnie infrastruktury: cały park kolejowy, wszystkie statki, wszystkie elektrownie, jak również większa część przemysłu – są niemieckiego pochodzenia”.

Immunitet Żydów

Przed 1945 r. krytykować Żydów było wolno, obecnie – nie. Każda, nawet najostrożniejsza krytyka żydostwa i syjonizmu – na przykład, za nieproporcjonalnie wielki wpływ na ŚMP albo za cyniczne zachowanie się Centralnej Rady Żydów w Niemczech – jest momentalnie neutralizowana za pomocą pałki Oświęcimia według następującego wzoru: kto krytykuje Żydów, ten jest antysemitą; Hitler też był antysemitą; jak wiemy, zabił on 6 mln. Żydów; więc każdy, kto krytykuje Żydów, dąży do nowego holokaustu. I jakkolwiek by prymitywną nie była podobna argumentacja, jest ona do dziś bardzo skuteczna.

Ogłoszenie poza prawem wszelkiego nacjonalizmu oprócz żydowskiego

Jeśli na początku pałka Oświęcimia uniesiona była ponad głowami Niemców, to obecnie wznosi się ona coraz częściej także nad innymi narodami Europy, i nie tylko Europy. Typowa argumentacja brzmi w sposób następujący:

– Kiedy Hitler mordował Żydów całymi milionami, świat spoglądał na to i nic nie robił. Zachód, Związek Radziecki, Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Watykan – nikt z nich nie napiętnował hańbą ludobójstwa, nikt nie spróbował uratować Żydów, chociaż wszyscy wiedzieli, czym się zajmowali naziści. A więc, za holokaust ponosi odpowiedzialność cały świat.

– Ponieważ wtedy naród niemiecki przyjął bez oporu niszczenie Żydów, dzisiaj powinien on odkupić swą winę, i wszystkich, którzy chcieliby wyemigrować do Niemiec z innych regionów kuli ziemskiej, a w szczególny sposób Żydów, powinien przyjmować bez sprzeciwów i natychmiast zaopatrywać w zasiłek. A jeśli by odmówiono im emigracji, będzie to oznaczało, że w Niemczech znów «podnosi głowę» nazizm!

– Wszelki nacjonalizm, oprócz żydowskiego, jest skrajnie niebezpieczny, ponieważ łatwo prowadzi ku rasizmowi, a więc kryje w sobie niebezpieczeństwo nowego holokaustu. Nacjonalistą zaś jest każdy, kto nie przyjmuje masowego przesiedlenia muzułmanów oraz ludów kolorowych do Europy i Ameryki Północnej.

Otóż, «holokaust» prowadzi w praktyce ku temu iż białe, chrześcijańskie narody już nie mają żadnego prawa do zachowywania swojej tożsamości. Ich moralnym obowiązkiem jest  zmieszać się z innymi rasami i pozwolić bez sprzeciwu wyprzedzać się i odpychać.
Co? Pan się nie zgadza? Pan wyraża sprzeciw? Czy więc Pan czasem nie jest nazistą?

Przypisy

1) «Weltwoche», 22. Oktober 1992.
2) O izraelskich represjach przeciwko Arabom patrz Ludwig Watzal. «Frieden ohne Gerechtigkeit?». Bohlau Verlag 1994.
3) «Spiegel», Nr. 18/1992.
4) Nahum Goldmann, «Das judische Paradox», Europäische Verlagsanstalt, 1978, S. 171.

III. Rewizjoniści

Dziś każdy wie, że istnieją grupy ludzi, którzy radykalnie poddają w wątpliwość panujące wyobrażenie o losie Żydów w Trzeciej Rzeszy. Tych ludzi nazywa się «rewizjonistami» albo, dokładniej mówiąc, «rewizjonistami holokaustu». ŚMP nie szczędzą im najgorszych słów, nazywają «okłamywaczami Oświęcimia» i, nie zastanawiając się długo, umieszczają w jednym worku z «radykałami prawicowymi». Jeśli przeciętnego obywatela zapytać, co właściwie twierdzą rewizjoniści i na czym opierają się w swoich wywodach, on na to nie potrafi odpowiedzieć nic. I to jest całkiem nieuniknione, ponieważ znajdującym się pod ścisłą i totalną kontrolą środkom masowego przekazu zakazane jest mówić cokolwiek o argumentach rewizjonistów. Dlatego wielu ludzi pozostaje z całkiem wykrzywionym pojęciem, myśląc, że rewizjoniści po prostu negują cierpienia Żydów w czasie drugiej wojny światowej. W rzeczywistości zaś nikt nie kwestionuje tego, że znaczna ilość Żydów w czasie panowania NS została skierowana do OK, że wielu z nich zmarło tam z powodu epidemii i wycieńczenia. Nikt nie kwestionuje faktów rozstrzeliwania Żydów, przede wszystkim na Wschodnim Froncie.

Zwalczają rewizjoniści trzy następujące twierdzenia:
1. Że istniał plan fizycznej zagłady Żydów.
2. Że istniały «komory gazowe» oraz «obozy śmierci», urządzone dla likwidacji ludzi.
3. Że w strefie panowania Narodowego Socjalizmu było zabito od 5 do 6 mln. Żydów.

Niesłusznym jest również twierdzenie, że rewizjonizm jest «radykalnie prawicowym» ruchem, ponieważ on w ogóle nie jest żadną ideologią. On, jak powiedział prof. Robert Faurisson (Forison), jest metodą. Rewizjoniści sprawdzają na nowo oficjalne wersje «holokaustu» za pomocą tych samych środków, które uważane są za ogólnie uznane i przyjęte przy stosowaniu do innych okresów dziejów. Są wypadki, kiedy niektórzy rewizjoniści w swej orientacji politycznej kierują się bardziej w prawo, lecz jaki to ma stosunek do słuszności lub fałszywości ich naukowo uzasadnionych wyników? Jeśli nową planetę odkryje konserwatysta, liberał, socjalista albo komunista nie posiada to żadnego znaczenia dla samego odkrycia. Zresztą, i tu mają miejsce godne odnotowania fakty. Dla przykładu, jeden wybitny rewizonista przyszedł z lewa. Jest to Paul Rassinier (Pol Rassinje) – uczestnik francuskiego ruchu oporu, socjalista i dawny więzień obozów Buchenwald i Dora-Mittelbau (1).

Jeśli przyjrzeć się uważniej kampanii, którą klika ŚMP i politycy prowadzą przeciwko rewizjonistom, zaraz odkryje się przed nami cały szereg «rzeczy godnych uwagi». Przede wszystkim, literaturę rewizjonistyczną hurtem pozbawia się wszelkiej wiarygodności, ją bowiem «można upodobnić do tych wariackich oświadczeń, w których dotąd się twierdzi, że Ziemia jest ośrodkiem Wszechświata» (2). A dlatego, mówią, rewizjoniści cierpią na ciche pomieszanie zmysłów. Ale, w takim wypadku, dlaczego z nimi tak się obchodzą? Czyż ktoś ciągnie przed sądy ludzi, którzy kwestionują obracanie się Ziemi dookoła Słońca? W dziwny sposób ci «głupkowaci cudacy» okazują się być skrajnie niebezpiecznymi dla rządzącej kasty «zachodniej demokracji», ponieważ grożą wstrząsem samych jej fundamentów. Na przykład, Patrik Baners pisze z powodu skazania prezesa Narodowej Partii Niemiec, rewizjonisty Günthera Dekkerta (3): «Gdyby rozumienie przez Dekkerta holokaustu było słusznym, oznaczałoby to, iż Federalne Niemcy są zbudowane na kłamstwie. Każde przemówienie prezydenta, każda chwila milczenia, każda książka z historii okazałyby się kłamstwem. Negując eksterminację Żydów, kwestionuje on prawo Republiki Federalnej do istnienia».

Ale czyż to jest możliwe, żeby garstka obłąkanych mogła zagrażać podstawom «Republiki Federalnej»? Nie, panowie dziennikarze, w waszej argumentacji coś jest podejrzane. Albo rewizjoniści są «głupkami» – wtedy nie są oni niebezpieczni, a wy lepiej oszczędzajcie farbę drukarską i nie szczujcie ich, albo oni rzeczywiście są niebezpieczni dla panującego na Zachodzie ustroju i wtedy już nie są to żadni «głupcy»! Wybierzcie jedną z tych dwu możliwości, ponieważ razem są one nie do pogodzenia.

Sprawa przedstawia się bardzo dziwnie z tego powodu, że «negujący» (dokładniej mówiąc, «obalający») «holokaust» są ścigani przez sądy w wielu krajach (4). Za podstawę do tak bezczelnego wtrącania się wymiaru sprawiedliwości do strefy wolnych badań posłużyło uchwalone w 1990 r. we Francji tak zwane «Loi Gayssot» (Prawo Gajso) (5). W RFN rewizjonistów ciągnie się przed sąd zgodnie z art. 130 Kodeksu karnego (rozpalanie nieprzyjaźni międzynarodowej), art. 131 (rozpalanie nienawiści rasowej) i art. 189 (znieważenie pamięci zmarłych). Do połowy 1996 r. planuje się wszcząć przeciwko rewizjonistom kilkaset procesów sądowych. W Austrii swego rodzaju «młotem na czarownice» dla stłumienia wolnych badań «holokaustu» jest przyjęte w r. 1992 tak zwane «prawo», zakazujące wznowienia NS działalności.

Wszystkie te prawa są sprzeczne z zagwarantowanym przez konstytucję prawem do wolnego wypowiadania swego zdania. Bezprawną jest również praktyka sądowa, zbudowana na tych prawach, która pozbawia podsądnych wszelkiej możliwości dowodzenia swych racji, albowiem wnioski ekspertów o technicznej niemożliwości rzekomych masowych mordów są blokowane poprzez powoływanie się na «oczywistość» holokaustu.

Przesadą jest w ogóle same zdanie, zgodnie z którym prawnicy niby to mają prawo do rozstrzygania wątpliwych kwestii z dziedziny historii. Posłużmy się jednym przykładem. Naukowiec z Monachium Herbert Illig w książce zatytułowanej «Czy Karol Wielki żył kiedykolwiek?» (6) neguje istnienie Karola Wielkiego, a cały okres czasu między 614 a 911 rokiem ogłasza legendarnym. Te wszystkie 297 lat wraz z działającymi wtedy postaciami historycznymi miały zostać, według Illiga, zmyślone w celach politycznych. Dowodząc tego, odwołuje się on do braku zabytków architektury z tych tak zwanych «ciemnych wieków» i td. Nie wchodząc głębiej w treść książki, można powiedzieć, że jeśli wszystko co w niej zostało powiedziane nie jest niczego warte, wtedy nie należy zwracać na nią uwagi; jeśli zaś kiedyś nagle się okaże, iż autor miał rację, wtedy nic nie pozostaje jak ogłosić go geniuszem. Ale tu jest jeszcze trzecia możliwość, mianowicie że Karol Wielki jednak żył, ale wielu z przypisywanych mu wyczynów wcale nie dokonał. W takim wypadku książka Illiga może owocnie wpłynąć na historiografię, wskazując jej jak ważną jest rzeczą nie ufać źródłom, lecz sprawdzać je na nowo.

Ale jakkolwiek by przedstawiała się sprawa z książką Illiga, jedno jest oczywiste: nie będzie on musiał rozmawiać na jej temat z prokuratorem. Nikomu nie przyjdzie do głowy wsadzać go za kraty za to, że neguje on «zagładę narodu»: bo właśnie to on czyni, zaprzeczając istnieniu Karola Wielkiego, któremu przypisuje się masową zagładę pogan-Sasów.
Krótko mówiąc, Karola Wielkiego wolno jest badać bezkarnie, natomiast los Żydów w Trzeciej Rzeszy – nie. Każdy myślący człowiek w tym miejscu powie sam sobie: prawda, którą trzeba bronić za pomocą kodeksu karnego, przy sprawdzeniu najprawdopodobniej okaże się kłamstwem.

Przypisy

1) O Paulu Rassinierze mowa u nas będzie nieco dalej.
2) Taka jest argumentacja antyrewizjonistyczna, z którą można się zapoznać w Zürichskiej «Weltwoche» (9., 16., 23. XII. 1993).
3) FAZ, 15. August 1994.
4) Po Francji, RFN i Austrii to prawo «dla kosza na śmieci» przyjęły Belgia, Hiszpania i Szwajcaria; ale w trzech ostatnich krajach nie było ono jeszcze zastosowane w praktyce.
5) Co do «Loi Gayssot» patrz Eric Delcroix, «La police de la pensée contre le révisionnisme». R.H.R., Colombes Cedex/F., 1994.
6) Herbert Illig, «Hat Karl der Große je gelebt?», Mantis Verlag, Grafeling, 1995.

Opublikowano Rewizjonizm Holocaustu | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarze

Prof. dr hab. Paweł Wieczorkiewicz o Hitlerze i II wojnie światowej

Prof. dr hab. Paweł Wieczorkiewicz o Hitlerze i II wojnie światowej:

Co by się stało gdyby II RP zawarła sojusz z III Rzeszą Niemiecką?

„Po pierwsze powiedzmy, że Hitler całą swoją politykę do 1939 roku budował na tym założeniu. Bo przecież plan Hitlera był bardzo prosty. Nie szukajmy go w Mein Kampf, które było takim bardzo ogólnym wyłożeniem jakiś tam mglistych zasad, a szukajmy go raczej w bezpośrednich deklaracjach politycznych – w rozmowach z najbliższymi współpracownikami, a tu mamy bardzo szeroki materiał. Hitler chciał po załatwieniu sprawy Austrii, co mu się w jakimś sensie należało, bo przecież sami Austriacy chcieli Anschlussu, i Niemców sudeckich, rozpocząć wojnę o hegemonię w Europie. Było jasne, że w tej wojnie będzie miał dwóch przeciwników: Francję i Rosję Sowiecką. Hitler postanowił działać etapami. Najpierw zachód, potem wschód. Ale żeby czuć się pewnie w kampanii francuskiej musiał mieć zabezpieczone plecy. Polska miała służyć jako gwarant nieprzepuszczenia ewentualnie idących na pomoc Francji wojsk sowieckich. Hitler nie chciał Polaków na froncie na zachodzie, ale chciał żeby powstrzymali ewentualny atak sowiecki. No i przede wszystkim chciał jak najbardziej – to było celem głównym – żeby Wojsko Polskie poszło z Wehrmachtem na Moskwę wspólnie. I myślę, że ten scenariusz, jeżeli go zupełnie spokojnie przeanalizujemy, doprowadzi do wniosku, że to było całkowicie realne. Jeśli w grudniu 1941 roku Niemcom pod Moskwą zabrakło 4-5 dywizji i jeszcze 100-200 czołgów, to Wojsko Polskie solidnie zmobilizowane i przygotowane do wojny tych dywizji było w stanie dać 60 i 1000 czy 1,500 czołgów. To byłoby czynnik, który rozstrzygnąłby wojnę na wschodzie.” ~ Prof. Paweł Wieczorkiewicz

„Hitler do kwietnia 1939 roku nie wypowiedział żadnych zdań negatywnych o Polsce i Polakach.” ~ Prof. Paweł Wieczorkiewicz

Opublikowano historia | Otagowano , , , , | 4 komentarze

Rewizjonizm nankiński – bibliografia

Domniemana masakra w Nankinie, powszechnie znana jako „gwałt nankiński”, to nazwa zbrodni wojennej, której rzekomo dopuściło się japońskie wojsko w mieście Nankin, dawnej stolicy Chin, po tym jak wpadło ono w ręce Cesarskiej Armii Japońskiej 13 grudnia 1937 roku. Istnieje spór dotyczący tego, czy ta masakra rzeczywiście miała miejsce.

Eksterminacjoniści twierdzą, że w trakcie okupacji Nankinu japońska armia dopuściła się licznych zbrodni takich jak gwałty, grabieże, podpalenia i dokonywanie egzekucji jeńców wojennych i ludności cywilnej. Powiada się, że Japończycy podczas sześciotygodniowej okupacji Nankinu wymordowali tam ok. 300 tysięcy Chińczyków. Na zewnętrznej ścianie Muzeum Pamięci Masakry w Nankinie w Chinach podana jest liczba 300 tysięcy ofiar. Chińskie dzieci, które rokrocznie odwiedzają to miejsce, są karmione propagandą nienawiści wobec Japończyków.

Rewizjoniści z kolei przedstawiają dowody w postaci dokumentów, zdjęć, materiałów filmowych, zeznań oraz relacji świadków, które dowodzą, że masakra 300 tysięcy ludzi w Nankinie, masakra na wielką skalę lub przynajmniej masakra na niewielką skalę, zwyczajnie nie miała miejsca. Zdaniem rewizjonistów, tak zwana masakra w Nankinie to fabrykacja i wytwór fałszywej propagandy rozgłaszanej przez chińskich nacjonalistów i komunistów na użytek ich własnych celów politycznych.

Zdaniem wielu japońskich rewizjonistów sprawa rzekomej masakry w Nankinie jest bliźniaczo podobna do casusu tzw. Holocaustu. Kiedy po kapitulacji Japonii alianci utworzyli Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu, pilnie potrzebowali dowodów, że Japonia dopuściła się znacznie większych zbrodni wojennych niż Amerykanie (większych niż naloty na Tokio czy zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki). W konsekwencji zdecydowali się stworzyć propagandową fikcję znaną powszechnie jako „masakra w Nankinie”. Jest to analogiczna wręcz sytuacja do tej, którą mieliśmy w Europie po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy to alianci zachodni i Sowieci ustanowili Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, by „udowodnić” całemu światu, że Niemcy dopuszczali się znacznie większych zbrodni niż te, których dopuszczali się alianci zachodni i Związek Radziecki.

Wszystkim zainteresowanym rewizjonistycznym spojrzeniem na wydarzenia w Nankinie polecam zapoznać się z następującymi publikacjami:

  1. Higashinakano Shudo „The Nanking Massacre: Fact Versus Fiction”
  2. Higashinakano Shudo, Kobayashi Susumu & Fukunaga Shainjiro „Analyzing the Photographic Evidence of the Nanking Massacre”
  3. Takemoto Tadao, Ohara Yasuo „The Alleged Nanking Massacre: Japan’s Rebuttal to China’s Forged Claims” (wydanie japońskie i angielskie)
  4. Tanaka Masaaki „What Really Happened in Nanking? The Refutation of a Common Myth”
  5. Arimasa Kubo „The So-Called Nanking Massacre was a Fabrication”
Opublikowano historia | Otagowano , , , , | 2 komentarze

Rewizjonizm Holocaustu: David Irving i Dariusz Ratajczak

Rewizjonizm Holocaustu jest to nurt historiograficzny, który tworzą badacze o dość zróżnicowanych poglądach. Obok klasycznych rewizjonistów (jak np. Faurisson, Mattogno, Butz czy Graf) istnieje grupa tzw. umiarkowanych rewizjonistów, których mam zwyczaj określać „irvingistami”. Irvingiści to, krótko mówiąc, rewizjonistyczni historycy, którzy prezentują analogiczne lub zbliżone stanowisko do tez znanego brytyjskiego historyka Davida Irvinga.

Klasyczni rewizjoniści stoją na stanowisku, że (1) Narodowi Socjaliści nie mieli żadnego programu eksterminacji Żydów ani kogokolwiek innego a tzw. „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” było niczym innym jak programem przesiedleń, (2) w obozach koncentracyjnych nie było żadnych ludobójczych „komór gazowych”, (3) liczba strat żydowskich w II wojnie światowej żadną miarą nie wynosi 6 milionów (najczęściej szacują je na ok. 500,000 – 1 mln)

David Irving jest to historyk dość chwiejny w swych poglądach. Swoje stanowisko w sprawie tzw. Holocaustu na przestrzeni ostatnich 30 lat zmieniał często, ale jego główne tezy można zreferować następująco:

1. Irving nigdy nie kwestionował eksterminacji Żydów jako takiej. Uważał on, że owszem, takowa eksterminacja miała miejsce, tyle że to nie Hitler za nią odpowiadał a Himmler i Heydrich. Oprócz odpowiedzialności, kwestionował on także wiedzę Adolfa Hitlera o eksterminacji Żydów (słynna teza Davida Irvinga: „Hitler nie wiedział o Holocauście”). Eksterminacja ta, zdaniem Irvinga, nie była efektem istnienia jakiejś odgórnie zaplanowanej polityki eksterminacji Żydów, ale raczej oddolną inicjatywą takich ludzi jak Himmler czy Heydrich.

2. Zdaniem Irvinga były tylko trzy lub cztery „obozy zagłady”, w których przeprowadzano eksterminację – trzy obozy akcji Reinhardt: Treblinka, Sobibór i Bełżec plus ewentualnie Majdanek – a nie sześć, jak twierdzi ortodoksyjna historiografia (Auschwitz, Treblinka, Majdanek, Sobibór, Chełmno i Bełżec). Choć, jak to w przypadku Irvinga, brak tu jakiejkolwiek konsekwencji z jego strony: na przykład w przemówieniu w Hamburgu w 1991 potrafił zaprzeczyć, jakoby to Treblinka i Majdanek były „obozami zagłady”.

3. W opinii Irvinga Auschwitz nie był „obozem zagłady”. Kwestionował istnienie „ludobójczych komór gazowych” w Krematorium I, II, III, IV, V. W przekonaniu Irvinga jedynie w tzw. Czerwonym Domku (Bunkier I) oraz w tzw. Białym Domku (Bunkier II) miały miejsce ludobójcze gazowania na bardzo niewielką skalę.

4. W 1993 roku liczbę Żydów zmarłych w Auschwitz Irving szacował na ok. 100,000 (według oficjalnej historiografii było to ok. 1 mln). Były to ofiary epidemii a nie „komór gazowych”. W wywiadzie z 2009 roku, powołując na materiał filmowy z stycznia 1948 prezentujący wyrok sądu w Krakowie w sprawie pierwszego procesu załogi Auschwitz, Irving szacuje łączną liczbę zmarłych (wszystkich narodowości) w obozie na ok. 300 tysięcy.

5. Liczbę strat żydowskich w drugiej wojnie światowej szacuje na ok. 2,5 miliona a nie 6, jak twierdzi ortodoksyjna historiografia. (Trzeba jednak zaznaczyć, że wypowiedzi Davida Irvinga na temat ogólnej liczby strat żydowskich są bardzo różne. Na przykład w wywiadzie z 1995 roku stwierdził, że łącznie w drugiej wojnie światowej zmarło 4 miliony Żydów).

Reasumując, David Irving kwestionował tylko skalę „Holocaustu” oraz niektóre elementy oficjalnej narracji, ale „Holocaustu” jako takiego nigdy nie negował. W swoich wywiadach wielokrotnie podkreślał, że nie jest „negacjonistą Holocaustu” i zasadniczo jest to prawda. Swoistą ironią w tym wszystkim jest fakt, że bez wątpienia najbardziej znanym „zaprzeczaczem Holocaustu” na świecie jest człowiek, który tego Holocaustu tak naprawdę wcale nie negował. Poglądy Irvinga to w rzeczywistości swego rodzaju kompromis pomiędzy klasycznymi rewizjonistami (tzw. negacjonistami) a typowymi eksterminacjonistami, czyli zwolennikami oficjalnej narracji na temat „Holocaustu”. Znakomicie ujął to rewizjonista Jürgen Graf:

„David Irving jest niezwykle inteligentnym człowiekiem, ale niestety jest on całkowicie amoralny. Dla niego prawda podlega negocjacjom. Jest on gotów powiedzieć absolutnie wszystko, jeśli tylko uznałby, że byłoby to korzystne dla jego kariery.

Irving tęskni za starymi dobrymi czasami, kiedy był zapraszany do telewizyjnych debat, kiedy jego książki były pozytywnie recenzowane i świetnie się sprzedawały. Chciałby, aby te stare dobre czasy powróciły. Z drugiej strony, doskonale sobie zdaje sprawę, że tak długo jak będzie nazywany „negacjonistą Holocaustu”, tak długo będzie traktowany jak wyrzutek, toteż za wszelką cenę pragnie się pozbyć tej etykietki.

Jego jedynym problemem jest tak naprawdę Auschwitz. Irving nigdy nie kwestionował żadnych innych aspektów narracji o Holocauście. Zawsze twierdził, że Niemcy rozstrzelali olbrzymią liczbę Żydów na froncie wschodnim (w ósmym rozdziale książki „Treblinka – Extermination Camp or Transit camp?” mógłby znaleźć przekonujące dowody, że raporty Einsatzgruppen, które rzekomo dowodzą tej gargantuicznej rzezi, są wysoce podejrzane, ponieważ są one sprzeczne z innymi niemieckimi dokumentami a także niepodparte żadnymi dowodami kryminalistycznymi). Nigdy nie kwestionował rzekomych masowych mordów w obozach akcji Reinhardt czy w Majdanku. Wyraźnie potwierdzał istnienie „mobilnych komór gazowych”, które rzekomo wykorzystywano w Chełmnie i na okupowanych terytoriach radzieckich. Jednak swojego rewizjonistycznego stanowiska w sprawie Auschwitz bronił tak często i tak zajadle, że jego duma nie pozwalała mu na wycofanie się w tej kwestii; w najlepszym wypadku był gotów przyznać, że w Auschwitz miały miejsce jedynie nieliczne gazowania na ograniczoną skalę.

Według Raula Hilberga w Auschwitz zginęło milion Żydów. Jako że jest mało prawdopodobne, by liczba Żydów, którzy zmarli w Auschwitz z przyczyn naturalnych (choroby, wycieńczenie) mogła przekroczyć 100,000, oznacza to, że około 900,000 Żydów musiało zginąć w obozowych „komorach gazowych”. Co więc robi David Irving? Stwierdza, że 2,4 miliona Żydów, a nie 1,5 miliona jak twierdzi Hilberg, zostało zamordowanych w obozach akcji Reinhardt – w Bełżcu, Sobiborze i Treblince – zastępując w ten sposób ok. 900,000 ofiar „komór gazowych” w Auschwitz.

Kwestionując historię Auschwitz, Irving, z żydowskiego punktu widzenia, dopuścił się najgorszego świętokradztwa ze wszystkich, ponieważ Auschwitz jest sercem narracji o Holocauście, nawet mimo tego, że według Hilberga odpowiada on za mniej niż jedną piątą wszystkich ofiar Holocaustu. Lobby Holocaustu nigdy nie wybaczy Davidowi Irvingowi tego świętokradztwa. Nawet gdyby nagle stwierdził, że Niemcy zagazowali milion Żydów w Majdanku, do tego dwa miliony w Chełmnie, plus trzy miliony w Sobiborze, plus pięć milionów w Bełżcu, plus dziesięć milionów w Treblince oraz że rozstrzelali dwadzieścia milionów Żydów na froncie wschodnim, niczego to nie zmieni: wciąż będzie napiętnowany jako „negacjonista Holocaustu”.”  (Jürgen Graf – David Irving and the “Aktion Reinhardt Camps”)

Poglądy Irvinga były przedmiotem licznej krytyki również ze strony innych rewizjonistów Holocaustu. Na przykład Robert Faurisson wyraził swoje zdumienie faktem, iż tak poważny historyk jak David Irving wysnuł tak nielogiczny, jego zdaniem, wniosek, że miliony Żydów zostało zamordowanych bez wiedzy Hitlera. Stwierdził on, że Irving nie znalazł żadnego dokumentu potwierdzającego wydanie przez Führera rozkazu eksterminacji Żydów, ponieważ ani takiego dokumentu ani samej eksterminacji po prostu nie było, Irving zaś powinien dokładniej przebadać narodowosocjalistyczną politykę wobec Żydów. W swoim artykule z 2000 r. pt. „David Irving at the Moment” Faurisson stwierdził ponadto, że Irving jest dość chwiejnym rewizjonistą. Jego zdaniem, pomimo iż swego czasu opowiadał się za poglądami negacjonistycznymi, z chwilą gdy zauważył, że ma to zgubne skutki dla jego kariery, począł się z tych pozycji wycofywać. (David Irving – negacja.wordpress.com)

Podobnym chwiejnym rewizjonistą był również były profesor Uniwersytetu Opolskiego, dr Dariusz Ratajczak. Stanowisko Ratajczaka w sprawie tzw. Holocaustu było zresztą bardzo zbliżone do stanowiska Davida Irvinga:

1. Ratajczak, podobnie jak zresztą Irving, nigdy nie kwestionował eksterminacji Żydów jako takiej, czy to w obozach koncentracyjnych czy to w wyniku działalności Einsatzgruppen na froncie wschodnim. Wydaje się, że nie kwestionował również samego istnienia polityki eksterminacji Żydów, aczkolwiek w żadnej ze swoich publikacji nie napisał tego wprost.

2. Ratajczak podobnie jak Irving uważał, że w Auschwitz nie istniały żadne „ludobójcze komory gazowe” [„Możemy stwierdzić bez popełnienia większego błędu, że Cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zaś do mordowania ludzi (…)” – Tematy Niebezpieczne, Rewizjonizm Holocaustu] Co za tym również idzie, Ratajczak prawdopodobnie również kwestionował istnienie „komór gazowych” w obozie Majdanek, gdzie według oficjalnej narracji również gazowano więźniów przy użyciu Zyklonu B, choć nigdzie nie napisał tego dosłownie.

3. Liczbę zmarłych w Auschwitz szacował na jakieś 630-710 tysięcy, a przynajmniej tak odczytuję jego słowa z artykułu „Auschwitzkie szacunki”: „Ilu zatem ludzi zginęło w Auschwitz? (…) Wydaje się, że dolną granicę próbuje wyznaczyć Jan Klaudiusz Pressac.” [Pressac w swojej pracy „Die Krematorien von Auschwitz” z 1994 roku szacuje liczbę ofiar Auschwitz na 630-710 tysięcy – przyp. moje] Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie, że liczba ta jest kompletnym nonsensem w kontekście kwestionowania istnienia „ludobójczych komór gazowych” przez Ratajczaka. Możliwym wytłumaczeniem tego absurdu jest fakt, że Ratajczak swój artykuł „Auschwitzkie szacunki” napisał w 2008 roku, zaś esej o rewizjonizmie w „Tematach Niebiezpiecznych” opublikował w 1999 roku. Wydaje się, że w tamtym okresie (2008 r.) Ratajczak już wycofał się z tez rewizjonistycznych dotyczących tzw. Holocaustu a jego stanowisko ewoluowało bardziej w kierunku poglądów Pressaca, który nie negował „ludobójczego gazowania”.

4. Liczbę strat żydowskich w II wojnie światowej Ratajczak również szacował podobnie jak Irving, czyli na jakieś 2,5 miliona. [ „(…) wydaje się, że liczba 2,5 miliona Żydów – ofiar Holocaustu – nie będzie daleka od prawdy.” – Tematy Niebezpieczne, Rewizjonizm Holocaustu]

Rekapitulując, Ratajczak bez wątpienia był rewizjonistą Holocaustu, nawet pomimo tego, że on sam wzbraniał się przed tym określeniem twierdząc, że tylko referował stanowisko rewizjonistów. Wydaje mi się jednak, że każdy, kto potrafi czytać ze zrozumieniem, jest w stanie znaleźć różnicę pomiędzy akapitami, w których tylko referował poglądy rewizjonistów a fragmentami, w których dość wyraźnie dawał do zrozumienia, że zgadza się z danym stanowiskiem. Przykładowo, drugi podrozdział swojego eseju o rewizjonizmie Holocaustu w „Tematach Niebezpiecznych” zaczął od słów „Rewizjoniści uważają…” natomiast kończył go pisząc w pierwszej osobie liczby mnogiej:

Możemy stwierdzić bez popełnienia większego błędu, że Cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zaś do mordowania ludzi (tak więc słynna »selekcja do gazu « była zwykłym podziałem nowo przybyłych według wieku, płci, stanu zdrowotnego); łaźnia służyła w obozie do kąpieli, nie była miejscem, gdzie mordowano ludzi; opowiadania ocalałych więźniów, jakoby widzieli gazowanie ludzi, są bezwartościowe (…). Wniosek ostateczny nasuwa się sam: w obozach ludzie głównie umierali na skutek chorób wynikających z niedożywienia, złych warunków higienicznych, morderczej pracy, a ciała palono w krematoriach, aby zapobiec epidemii”.

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Ratajczak zapytany, czy kwestionuje istnienie komór gazowych, odpowiedział, że Absolutnie nie! To głupoty!”, jednak osobiście wątpię w szczerość jego odpowiedzi. Wydaje mi się, że Ratajczak zwyczajnie nie miał świadomości tego jakiej medialnej nagonce i kampanii oszczerstw zostanie poddany. Każdy badacz, który zdecyduje się publicznie zanegować oficjalną narrację na temat Holocaustu, musi się z tym liczyć i jest to niejako dola współczesnych rewizjonistów. Ratajczakowi zwyczajnie brakło tej odwagi cywilnej, którą mieli w sobie Paul Rassinier, Arthur Butz, Germar Rudolf, Fred Leuchter czy Robert Faurisson.

Biogramy i bibliografia Davida Irvinga i Dariusza Ratajczaka

David Irving

David_irving

Wybitny historyk brytyjski. Urodził się w 1938 roku w Essex jako najmłod­szy syn oficera Royal Navy. Studiował w Londynie przedmioty humanistyczne i przyrodnicze; powodowany chęcią gruntownego poznania języka niemieckie­go pracował w hucie stali w niemieckim Zagłębiu Ruhry, następnie znalazł zatrudnienie jako stenograf w amerykańskiej bazie Strategicznych Sił Powietrznych w Hiszpanii. Jako historyk wsławił się odkrywaniem i ujawnianiem nowych faktów, dotyczących na pozór dobrze znanych i wyczerpująco opisanych wydarzeń historycznych. W pracy badawczej wykorzystuje przede wszystkim materiały źródłowe, między innymi dokumenty, dzienniki, pamiętniki oraz wspomnienia naocznych świadków i uczestników opisywanych wydarzeń. W wyniku wieloletnich poszukiwań badawczych autora powstała słynna „kolekcja Davida Irvinga”, zawierająca wiele, często unikatowych, dokumen­tów i materiałów źródłowych, do których umożliwił on dostęp historykom z całego świata. W1983 roku Irving zakwestionował publicznie autentyczność rzekomych pamiętników Hitlera, których publikację rozpoczął nieopatrznie tygodnik „Stern”. W ostatnich latach David Irving prowadził kampanię na rzecz wolności słowa oraz prawa do swobodnej wypowiedzi. Irving, w opinii prof. Pawła Wieczorkiewicza: „To najlepszy i najwybitniejszy znawca historii II wojny światowej. Badacz, dla którego miarodajne są źródła, a nie poglądy historiografii, opinie kolegów, czy wrzask mediów. Człowiek, któremu z racji ogromnych zasług – zebrania lub odtajnienia i udostępnienia kluczowych dokumentów III Rzeszy, czapką buty czyścić by trzeba.”

Polskie wydania książek Davida Irvinga:

  • Goebbels. Mózg Trzeciej Rzeszy, Galion, Gdynia 1999
  • Norymberga. Ostatnia bitwa, Prima Agencja, 1999
  • Tajne dzienniki lekarza Hitlera, Rachocki i S-KA, 1999
  • Wypadek. Śmierć generała Sikorskiego, Rachocki i S-ka, 2000
  • Marszałek Rzeszy Hermann Goering, Muza, 2001
  • Wzlot i upadek Luftwaffe, Rachocki i S-ka, 2001
  • Wojna generałów, Rachocki i S-ka, 2002
  • Drezno. Apokalipsa 1945, Rachocki i S-ka, 2002
  • Wojna Rudolfa Hessa, Rachocki i S-ka, 2002
  • Wojna Hitlera, Prima Warszawa 1999
  • Kryptonim Virushaus, Książka i Wiedza, Wydanie III 1975
  • Wojna Hitlera, WinGert 2009 (Wydanie I)
  • Wojna Göringa. Biografia Marszałka Rzeszy, WinGert 2011
  • Wojna Hitlera, Wydawnictwo Arkadiusz Wingert 2012 (Wydanie II)

Dariusz Ratajczak

ratajczakDariusz Ratajczak ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1997 obronił pracę doktorską pt. Zagadnienie postaw ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków WSR-ów w Katowicach i w Opolu w latach 1945-1955 (promotor prof. Stanisław Nicieja). W latach 1988–2000 pracownik naukowy Uniwersytetu Opolskiego (wcześniej – Wyższej Szkoły Pedagogicznej) na Wydziale Historyczno-Pedagogicznym. W 1999, po wydaniu Tematów niebezpiecznych, zbioru esejów historyczno-politycznych, zawierających m.in. omówienie poglądów rewizjonistów Holokaustu, zawieszony, a następnie wydalony z Uniwersytetu Opolskiego z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim na 3 lata, podjął pracę stróża nocnego w jednej z opolskich firm.

11 czerwca 2010 znaleziono jego zwłoki w zaparkowanym samochodzie pod Centrum Handlowym Karolinka w Opolu, w którym mogły przeleżeć według śledczych kilka dni. Okoliczności jego śmierci były bardzo niejasne, istnieje podejrzenie, że mógł on zostać zamordowany.

Niektóre publikacje Dariusza Ratajczaka:

1. Dariusz Ratajczak „Tematy Niebezpieczne” (rozdział „Rewizjonizm Holocaustu”)
2. Dariusz Ratajczak „”Auschwitzkie szacunki”
3. Dariusz Ratajczak „Fałszywi świadkowie”
4. Dariusz Ratajczak „John Ball: Raport”
5. Dariusz Ratajczak „Jak trudno być kłamcą?”

Opublikowano Rewizjonizm Holocaustu | Otagowano , , , , , | 2 komentarze

Rewizjonizm Holocaustu – podstawowa literatura. Cześć trzecia

Nicholas Kollerstrom

Nicholas Kollerstrom

Nicholas Kollerstrom, urodzony w 1946 roku, to brytyjski astrofizyk, historyk nauki, publicysta i aktywista polityczny. Uczęszczał do Corpus Christi College w Cambridge, gdzie w 1968 roku zdobył tytuł Bachelor of Arts w dziedzinie nauk przyrodniczych z naciskiem na historię i filozofię nauki. W 1973 uzyskał stopień Master of Arts. Przed ukończeniem studiów na wydziale nauki i technologii University College London pracował jako nauczyciel fizyki.

Jego zainteresowania badawcze dotyczyły wpływu słońca, księżyca i planet na wzrost roślin. Był korespondentem BBC w sprawie księżycowego ogrodnictwa a w 1980 roku ukazała się jego praca „Gardening and Planting by the Moon”. W 1995 roku uzyskał doktorat; tytuł jego dysertacji to „The Achievement of Newton’s „Theory of the Moon’s Motion” of 1702″. University College London przyznał mu także honorowe członkostwo badawcze. Był jednym z autorów Biograficznej Encyklopedii Astronomów („Biographical Encyclopedia of Astronomers”).

Swoją pierwszą pracę na temat rewizjonizmu Holocaustu, zatytułowaną „The Auschwitz ‚Gas Chamber’ Illusion”, opublikował w 2007 roku. Kollerstrom, podobnie jak inni rewizjoniści, nie uniknął przykrych konsekwencji swojej „myślozbrodni” i w kwietniu 2008 roku University College London anulowało jego jego honorowe członkostwo. W 2014 roku ukazała się jego pierwsza rewizjonistyczna monografia – „Breaking the Spell: The Holocaust: Myth & Reality”. Ponadto jest również twórcą rewizjonistycznej strony internetowej, www.whatreallyhappened.info, na której znajduje się wiele artykułów jego autorstwa.

Jest związany z brytyjską Partią Zielonych, Kampanią na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego oraz Respect Party. W przeszłości jako aktywista polityczny protestował w związku z zatopieniem argentyńskiego statku ARA General Belgrano przez brytyjską Royal Navy w trakcie wojny o Falklandy w 1982 roku oraz sprzeciwiał się amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku.

Monografie Nicholasa Kollerstroma:

  1. Nicholas Kollerstrom „Breaking the Spell—The Holocaust, Myth & Reality”

Artykuły Nicholasa Kollerstroma:

  1. Nicholas Kollerstrom „The Auschwitz „Gas Chamber” Illusion”
  2. Nicholas Kollerstrom „Differential Exposure of Brickwork to Hydrogen Cyanide during World War Two”
  3. Nicholas Kollerstrom „Leuchter Twenty Years On (2008)”
  4. Nicholas Kollerstrom „School Trips to Auschwitz”
  5. Nicholas Kollerstrom „The Walls of Auschwitz, A Chemical Study”
  6. Nicholas Kollerstrom „If Germany Declared Peace”
  7. Nicholas Kollerstrom „Bishop Williamson Vindicated, then Ousted”
  8. Nicholas Kollerstrom „Holocaust Jurisprudence in Europe”
  9. Nicholas Kollerstrom „Why six million?”
  10. Nicholas Kollerstrom „PINK not BLUE” (artykuł dotyczący absurdalnych twierdzeń „naocznych świadków gazowania” o niebieskim kolorze zwłok rzekomych ofiar Zyklonu B)
  11. Nicholas Kollerstrom „The Successful Endeavour to Reduce Camp Mortality”
  12. Nicholas Kollerstrom „Daily Life in Auschwitz from British Intelligence decrypts, 1942”

Wilhelm Stäglich

Wilhelm StäglichDr Wilhelm Stäglich, niemiecki sędzia i historyk, był jednym z ważniejszych rewizjonistycznych pisarzy, znanym przede wszystkim ze swojej kompleksowej pracy „Der Auschwitz-Mythos” („Mit o Auschwitz”).

Urodził się 11 listopada 1916 roku; studiował prawo i nauki polityczne na Uniwersytecie w Rostocku i Uniwersytecie w Getyndze, gdzie  w 1951 roku uzyskał doktorat w dziedzinie prawa. Przez wiele lat pełnił funkcję sędziego w sądzie ds. finansów w Hamburgu. Był autorem licznych artykułów na tematy prawne i historyczne.

W czasie drugiej wojny światowej od połowy lipca do połowy września 1944 był oficerem dyżurnym (Ordonnanzoffizier) w oddziale przeciwlotniczym stacjonującym w pobliżu Auschwitz. W ramach swoich obowiązków, utrzymywał kontakt z komendą obozu SS oraz miał nieograniczony dostęp do głównego obozu Auschwitz, gdzie znajdowała się siedziba dowództwa.

Zaniepokojony oczywistymi rozbieżnościami między tym, co osobiście widział w Auschwitz, a obrazem, który został wykreowany po zakończeniu wojny, postanowił – po latach milczenia – zabrać głos w tej sprawie i przedsięwziąć szczegółowe badania dotyczące tego obozu.

W związku z publikacją jednego z rewizjonistycznych esejów, na mocy postanowienia sądu został w 1975 roku zwolniony z funkcji sędziego i był zmuszony do przejścia na wcześniejszą emeryturę.

Jego kompleksowa praca, „Der Auschwitz-Mythos: Legende oder Wirklichkeit”, została opublikowana w marcu 1979 roku. Książka jest systematyczną, krytyczną analizą dokumentów i relacji świadków oraz innych źródeł, które przedstawiają Auschwitz jako miejsce zaplanowanej odgórnie eksterminacji w „ludobójczych komorach gazowych”. Książka szybko została zakazana przez niemieckie władze a w 1983 roku niemiecka policja przeprowadziła nalot na biuro wydawcy Stäglicha i skonfiskowała wszystkie niesprzedane egzemplarze.

W tym samym roku w związku z publikowaniem prac o charakterze rewizjonistycznym, Uniwersytet w Getyndze odebrał Stäglichowi jego doktorat.

Przez wiele lat dr Stäglich był członkiem Doradczego Komitetu Redakcyjnego czasopisma Journal of Historical Review wydawanego przez IHR. W 1986 roku ukazała się anglojęzyczna wersja jego książki, która została wydana pod tytułem „Auschwitz: A Judge Looks at the Evidence”.

Zmarł 5 kwietnia 2006 roku w wieku 89 lat.

Książka „Mit o Auschwitz” Wilhelma Stäglicha:

  1. Wilhelm Stäglich „Auschwitz: A Judge Looks at the Evidence” (w języku angielskim)
  2. Wilhelm Stäglich „Der Auschwitz-Mythos – Legende oder Wirklichkeit?” (w języku niemieckim)
  3. Wilhelm Stäglich „Le mythe d’Auschwitz. Étude critique” (w języku francuskim)

Artykuły Wilhelma Stäglicha (wybór):

  1. Wilhelm Stäglich „Historians Wrangle over the Destruction of European Jewry, Commentary on the Congess of Historians in Stuttgart, 1984”
  2. Wilhelm Stäglich „West German Justice and So-Called National Socialist Violent Crimes”
  3. Wilhelm Stäglich „‚Der Auschwitz Mythos’: A Book and Its Fate in the German Federal Republic, Paper presented to the 1983 International Revisionist Conference”

Mark Weber

Mark Weber

Mark Weber to amerykański rewizjonista oraz dyrektor Institute for Historical Review. Weber urodził się w Portland w stanie Oregon w 1951. Po ukończeniu Liceum Jezuitów w 1969 roku, studiował historię w Chicago na University of Illinois. Przez dwa semestry kontynuował naukę na uniwersytecie w Monachium, nastepnie powrócił do Oregon, gdzie zdobył tytuł Bachelor of Arts z historii na Portland State University. Następnie kontynuował naukę na Indiana University, gdzie w 1977 roku uzyskał tytuł Master of Arts z europejskiej historii współczesnej.

Od lat osiemdziesiątych związany z Institue for Historical Review, w 1992 roku został redaktorem naczelnym wydawanego przez IHR Journal of Historical Review. W 1995 roku został wybrany na stanowisko dyrektora instytutu. Współpracował z Bradleyem Smithem i Komitetem na rzecz Otwartej Debaty na temat Holocaustu (Committee for Open Debate on the Holocaust – CODOH).

Artykuły Marka Webera po polsku:

  1. Mark Weber „Oświęcim: Mity i Fakty”
  2. Mark Weber „Dwa spojrzenia na Holocaust”

Artykuły Marka Webera po angielsku (wybór):

  1. Mark Weber „My Role in the Zündel Trial”
  2. Mark Weber „‚Extermination’ Camp Propaganda Myths”
  3. Mark Weber „Jewish Soap”
  4. Mark Weber „New ‘Official’ Changes in the Auschwitz Story”
  5. Mark Weber „Wilhelm Höttl and the Elusive ‘Six Million’”
  6. Mark Weber „Zionism and the Third Reich”
  7. Mark Weber „Wiesenthal Re-Confirms: ‘No Extermination Camps on German Soil’”
  8. Mark Weber „Punishment for Mistreating SS Camp Prisoners”
  9. Mark Weber „Murder of Jews a Crime in the Third Reich”
  10. Mark Weber „Pages from the Auschwitz Death Registry Volumes: Long-Hidden Death Certificates Discredit Extermination Claims”
  11. Mark Weber „Treblinka: Wartime Aerial Photos of Treblinka Cast New Doubt on „Death Camp” Claims”
  12. Mark Weber „Bergen-Belsen Camp: The suppressed story”
  13. Mark Weber „Buchenwald: Legend and Reality”
  14. Mark Weber „The Holocaust: Let’s hear both sides”
  15. Mark Weber „The Nuremberg Trials and the Holocaust: Do the „War Crimes” Trials Prove Extermination?”
  16. Mark Weber „Auschwitz: Technique and Operation of the Gas Chambers Book Review”
  17. Mark Weber „Falsus in Uno, Falsus in Omnibus: The ‚Human Soap’ Holocaust Myth”
  18. Mark Weber „The Holocaust Controversy: The Case for Open Debate”
  19. Mark Weber „Debating the Undebatable: The Weber-Shermer Clash Exchanging Views on the Holocaust”
  20. Mark Weber „Holocaust Lies: Bergen-Belsen Gassing”

Walter Lüftl

Walter LuftlWalter Lüftl (ur. 6 listopada 1933) – austriacki inżynier budowlany, były prezes Federalnej Izby Inżynierskiej, odznaczony 11 grudnia 2009 Złotym Dyplomem Inżynierskim Politechniki Wiedeńskiej, rewizjonista Holocaustu.

Walter Lüftl uzyskał w roku 1959 dyplom inżyniera budowlanego na Politechnice Wiedeńskiej. Został rzeczoznawcą sądowym i prezesem Federalnej Izby Inżynierskiej. Jest członkiem zarządu Austriackiego Towarzystwa ds. Prawa Budowlanego.

W 1991 roku Lüftl opublikował ekspertyzę znaną jako „Raport Lüftla” („The Lüftl Report”), w której wykazał, że rzekome ludobójcze gazowania w Auschwitz-Birkenau były z technicznego punktu widzenia niemożliwe. Raport Lüftla jest kolejnym autorytatywnym potwierdzeniem ustaleń Freda Leuchtera i Germara Rudolfa w sprawie rzekomych „komór gazowych” w Auschwitz-Birkenau. Ponadto praca Lüftla potwierdziła również ustalenia Leuchtera w sprawie rzekomych „komór gazowych” w obozie Mauthausen.

W związku ze swoimi rewizjonistycznymi publikacjami Walter Lüftl musiał ustąpić w 1992 roku ze stanowiska prezesa Federalnej Izby Inżynierskiej.

Prace Waltera Lüftla:

  1. Walter Lüftl „The Lüftl Report. An Austrian Engineer’s Report on the ‚Gas Chambers’ of Auschwitz and Mauthausen”
  2. Walter Lüftl „The General in the Ice Block”
  3. Walter Lüftl „The Dachau Horror Tale Exposed”
  4. Walter Lüftl „A Somewhat Different Auschwitz Trial, Contractors of Auschwitz Tried in Vienna”

Stephen Challen

Brytyjski rewizjonista. Autor pracy „Richard Korherr and his Reports”, wydanej w 1993 roku przez Cromwell Press, w której m.in. oszacował łączną liczbę strat żydowskich podczas drugiej wojny światowej na ok. 750,000.

s-l1600

Stephen Challen „Richard Korherr and his Reports”, Cromwell Press, 1993.

Walter Sanning

Walter Sanning to pseudonim niemieckiego rewizjonisty Wilhelma Niederreitera. To naukowiec i biznesmen urodzony w 1936 roku w niemieckiej rodzinie na obszarze byłego Związku Radzieckiego. Dzieciństwo spędził w Niemczech a następnie w latach 50. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie poznał swoją żonę. Ukończył prestiżowy Uniwersytet Pacific Northwest na wydziale biznesu.

Dzięki stypendium studiował na uniwersytecie East Coast Ivy League, gdzie uczył się międzynarodowego biznesu, finansów i ekonomii. Następnie uczył biznesu, finansów i ekonomii, zarówno na poziomie studiów licencjackich i magisterskich, na uniwersytecie West Coast.

29lW 1983 opublikował swoją najbardziej znaną pracę „The Dissolution of Eastern European Jewry”, gdzie w oparciu o dostępne źródła (żydowskie i inne) zbadał skalę żydowskiej emigracji, deportacji i przesiedleń w latach 30. i 40. XX wieku. W swojej pracy Sanning oszacował łączna liczbę strat żydowskich w drugiej wojnie światowej na ok. 500,000. Dr Arthur Butz wydał następującą opinię na temat tej książki: „Książka ta jest pierwszym obszernym studium poświęconym zmianom w żydowskiej populacji w czasie drugiej wojny światowej. (…) Książka prezentuje całkowicie poprawną narrację w tym temacie. (…) W tej pracy, symplicystyczna legenda, utrwalana po wojnie przez żydowską wersję II wojny światowej, otrzymała kolejny z wielu ciosów, które otrzymywała na przestrzeni ostatnich lat.”

Książka Waltera Sanninga „Rozpłynięcie się wschodnioeuropejskiego żydostwa”:

  1. Walter Sanning „The Dissolution of Eastern European Jewry” (w języku angielskim)
  2. Walter Sanning „Die Auflösung des osteuropäischen Judentums” (w języku niemieckim)
  3. Walter Sanning „La dissolution des juifs d’Europe de l’est” (w języku francuskim)

Artykuły Waltera Sanninga:

  1. Walter Sanning „Soviet Scorched-Earth Warfare: Facts and Consequences, Paper Presented to the Sixth International Revisionist Conference”

Carl O. Nordling

Carl O. NordlingCarl O. Nordling urodził się w Helsinkach w Finlandii w 1919 roku. Choć z wykształcenia był architektem, zawodowo zajmował się głównie badaniami demograficznymi i statystycznymi. Opublikował wiele artykułów w recenzowanych periodykach naukowych, w tym kilka w języku angielskim. Jego najbardziej znany rewizjonistyczny artykuł to „How Many Jews Died in the German Concentration Camps?” opublikowany w Journal of Historical Review. Zmarł w 2007 roku.

Artykuły Carla O. Nordlinga:

  1. Carl O. Nordling „How Many Jews Died in the German Concentration Camps?”
  2. Carl O. Nordling „The Jews of Kaszony”
  3. Carl O. Nordling „What Happened to the 75,000 Jews Deported from France?”
  4. Carl O. Nordling „What happened to the Jews in Poland?”
  5. Carl O. Nordling „The Jewish Establishment under Nazi-Threat and Domination 1938-1945”

Horst Mahler

Horst MahlerHorst Mahler (urodzony w 1936 roku) to niemiecki polityczny aktywista i były prawnik. Mahler był jednym z założycieli „Towarzystwa na rzecz Rehabilitacji Ludzi Prześladowanych za Negowanie Holocaustu” (Verein zur Rehabilitierung der wegen Bestreitens des Holocaust Verfolgten, VRBHV). W 2003 roku został przez niemiecki sąd skazany na karę 12 lat pozbawienia wolności za negowanie Holocastu. Jest autorem książki „Die verbotene Wahrheit” („Zakazana prawda”).

Książka Horsta Mahlera „Zakazana prawda”:

  1. Horst Mahler „Forbidden Truth” (w języku angielskim)
  2. Horst Mahler „Die verbotene Wahrheit” (w języku niemieckim)

Udo Walendy

WalendyUdo Walendy, urodzony 21 stycznia 1927 roku, to niemiecki pisarz, historyk, były żołnierz i rewizjonista Holocaustu.

Pod koniec drugiej wojny światowej Walendy służył najpierw w Reichsarbeitsdienst (siły pomocnicze), następnie w Luftwaffenhelfer (siły pomocnicze Luftwaffe) aż w końcu jako regularny żołnierz Wehrmachtu. Po zdaniu matury w 1946 roku uczył się w szkole dziennikarstwa w Aachen. W latach 1950-1956 studiował nauki polityczne w Hochschule für Politik w Zachodnim Berlinie, gdzie usyskał dyplom. W 1965 roku założył własne wydawnictwo „Verlag für Volkstum und Zeitgeschichtsforschung”. W roku 1999 został skazany na 15 miesięcy pozbawienia wolności w związku z publicznym kwestionowaniem holokaustycznych dogmatów.

W swoim wydawnictwie opublikował m.in. niemieckie wydanie książki Arthura Butza „The Hoax of the Twentieth Century” oraz broszurę Richarda Harwooda „Did Six Million Really Die?”.

W swoich pracach dotyczących rewizjonizmu Holocaustu Walendy zajmował się przede wszystkim kwestią sfałszowanych i zretuszowanych fotografii, które w ortodoksyjnej historiografii prezentowane są jako dowody niemieckich zbrodni.

Artykuły Udo Walendego:

  1. Udo Walendy „Documentary Photographs Proving the National Socialist Persecution of the Jews?”
  2. Udo Walendy „The Fake Photograph Problem”

Thies Christophersen

Thies ChristophersenThies Christophersen (1918-1997) był jednych z pionierów rewizjonizmu Holocaustu i nieustraszonym wojownikiem o historyczną prawdę.

W swoich wspomnieniach, które po raz pierwszy ukazały się w 1973 roku, opisuje swoje przeżycia jako niemieckiego oficera w kompleksie obozowym Auschwitz. „Byłem w tamtym czasie w Auschwitz i nie zauważyłem najmniejszego dowodu masowych zagazowań.” – napisał w „Die Auschwitz-Lüge” („Kłamstwo oświęcimskie”). Będąc jedną z pierwszych ważnych prac, które konfrontują legendę o eksterminacji w Auschwitz, świadectwo Christophersena było głównym czynnikiem rozwoju nurtu rewizjonizmu Holocaustu.

„Die Auschwitz-Lüge” spowodowało natychmiastową sensację w Niemczech, gdzie jej rozpowszechnianie szybko zostało zakazane. To jednak nie powstrzymało niemieckojęzycznych wydawnictw w Szwajcarii i Danii przed publikowaniem tej pracy, która ponadto została przetłumaczona na wiele języków europejskich, w tym również angielski. Napisanie tej książki spowodowało, że Christophersen stał się obiektem ataków ze strony mediów.

W czasie wojny, od stycznia do grudnia 1944 Christophersen stacjonował w obozie pracy w Rajsku, który był obozem satelickim Auschwitz. Był on tam odpowiedzialny za codzienną pracę więźniów. Młody podporucznik nadzorował około 300 pracowników, w większości Żydów, z których 200 stanowiły kobiety z obozu w Rajsku a 100 stanowili mężczyźni z pobliskiego Auschwitz-Birkenau. Christophersen wielokrotnie odwiedzał Birkenau, gdzie, jak twierdzi ortodoksyjna historiografia, od maja do lipca 1944 zagazowano setki tysięcy Żydów. Chociaż dobrze znał krematoryjne kompleksy w Birkenau, to dopiero po wojnie pierwszy raz usłyszał o „ludobójczych komorach gazowych” i masowej eksterminacji.

W marcu 1988 roku zeznawał na procesie Ernsta Zündela w Toronto w słynnym „procesie Holocaustu”. Zeznając pod przysięgą, opisał szczegółowo swoje przeżycia w Auschwitz i odpowiedział na liczne pytania prokuratora.

Chociaż nigdy nie został oskarżony za opublikowanie „Die Auschwitz-Lüge”, został jednak oskarżony za inne publikacje. W latach osiemdziesiątych odbył karę roku pozbawienia wolności pod zarzutem „obrazy stanu” i „obrazy pamięci zmarłych”.

Wypędzony ze swojej ojczyzny, został zmuszony do emigracji najpierw do Dani a później do Belgii i Szwajcarii. Podczas ostatnich miesięcy życia, niemieccy urzędnicy traktowali go niemalże jako „wroga państwa”. Jego konto bankowe zostało zamknięte a na początku 1996 roku niemiecki sąd odrzucił jego wniosek o tymczasowy powrót do swojej ojczyzny z uwagi na pogrzeb jego syna, który zginął w wypadku samochodowym. Z uwagi na to, że nie miał on w tamtym czasie stałego miejsca pobytu, niemieckie władze anulowały jego państwowe ubezpieczenie zdrowotne, wstrzymały wypłatę jego emerytury (na którą płacił przez 45 lat) oraz emerytury wojskowej

Christophersen po raz ostatni został aresztowany na kilka tygodni przed swoją śmiercią. Niemiecki sędzia uznał, że jego stan zdrowia nie pozwala, by odbywał karę więzienia. Zmarł niedługo później, 13 lutego 1997 roku.

(W ramach ciekawostki warto dodać, że polski termin „kłamstwo oświęcimskie”, którym polscy eksterminacjoniści mają zwyczaj określać rewizjonizm Holocaustu, wziął swój początek włąśnie z tytułu książki Christophersena. Problem w tym, że dla Christophersena owym „kłamstwem oświęcimskim” było właśnie nieprawdziwe twierdzenie, że Auschwitz był obozem zagłady i że istniały tam jakieś „ludobójcze komory gazowe”. Eksterminacjoniści po prostu ukradli ten termin i zmienili jego oryginalne znaczenie.)

Książka Thiesa Christophersena „Kłamstwo oświęcimskie”:

  1. Thies Christophersen „Auschwitz Truth Or Lie” (w języku angielskim)
  2. Thies Christophersen „Die Auschwitz-Lüge” (w języku niemieckim)
  3. Thies Christophersen „La mentira de Auschwitz” (w języku hiszpańskim)

Artykuły Thiesa Christophersena:

  1. Thies Christophersen „Reflections on Auschwitz and West German Justice”

Dr Thomas Dalton

Debating the HolocaustThomas Dalton to pseudonim amerykańskiego profesora, który wykłada na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Jest autorem pracy „Debating the Holocaust: A New Look at Both Sides” (2009). Publikuje w rewizjonistycznym periodyku Inconvenient History.

Książka Thomasa Daltona „Debating the Holocaust: A New Look at Both Sides”:

  1. Thomas Dalton „Debating the Holocaust: A New Look at Both Sides”

Artykuły Thomasa Daltona:

  1. Thomas Dalton „Review: A Lucky Child”
  2. Thomas Dalton „Goebbels on the Jews, Part 1”
  3. Thomas Dalton „Goebbels on the Jews, Part 2”
  4. Thomas Dalton „Review: Holocaust: The Nazi Persecution and Murder of the Jews”
  5. Thomas Dalton „Gassing, Burning, and Burying: Relative Capacities Reported for the Aktion Reinhardt Camps”
  6. Thomas Dalton „Reexamining the “Gas Chamber” of Dachau”
  7. Thomas Dalton „A Postcard from Treblinka”
  8. Thomas Dalton „A Postcard from Auschwitz”
  9. Thomas Dalton „The Jewish Hand in the World Wars, Part 1”
  10. Thomas Dalton „The Jewish Hand in the World Wars, Part 2”
  11. Thomas Dalton „The Great Holocaust Mystery: Reconsidering the Evidence”
  12. Thomas Dalton „Rethinking Mein Kampf”

Richard Harwood

Did six million really dieRichard Harwood to psedudonim brytyjskiego rewizjonisty Richarda Verralla, którego najbardziej znaną pracą jest broszura „Did Six Million Really Die?”, która krytykuje tezy ortodoksyjnej historiografii. To właśnie publikacja tej broszury w Kanadzie była przyczyną procesu Ernsta Zündela. W trakcie procesu rewizjonistyczni historycy zeznawali, że choć generalnie zgadzają się z tezami zawartymi pamflecie, to jednak praca Veralla zawiera pewne błędy merytoryczne i nieuzasadnione twierdzenia.

Książka Richarda Harwooda „Did Six Million Really Die?”:

  1. Richard Harwood „Did six Million really die? The truth at last” (w języku angielskim)
  2. Richard Harwood „Starben wirklich Sechs Millionen? Endlich die Wahrheit” (w języku niemieckim)
  3. Richard Harwood „Six millions de morts le sont-ils réellement?” (w języku francuskim)
  4. Richard Harwood „Murieron realmente 6 millones” (w języku hiszpańskim)
  5. Richard Harwood „Ne sono morti davvero sei milioni?” (w języku włoskim)

Artykuły Richarda Harewooda:

  1. Ditlieb Felderer, Richard Harwood „Human soap”

Santiago Alvarez

Autor monografii poświęconej rzekomym „ruchomym komorom gazowym” (samochodom do gazowania) oraz kilku artykułów dotyczących tego samego zagadnienia.

The Gas Vans

Książka Santiago Alvareza:

Santiago Alvarez „The Gas Vans—A Critical Investigation”

Artykuły Santiago Alvareza:

  1. Santiago Alvarez „Lanzmann’s „Shoah” Witness Bronislaw Falborski”
  2. Santiago Alvarez „Lanzmann’s „Shoah” Witness Simon Srebnik”
  3. Santiago Alvarez „Gas Van Film and Photo Fraud, German News Magazine and Simon Wiesenthal Center’s Museum Caught Faking Photo and Film Captions”

Don Heddesheimer

The First HolocaustDon Heddesheimer to autor książki „The First Holocaust – The Surprising Origin of the Six-Million Figure”.

Większość ludzi jest przekonana, że około 6 milionów Żydów zostało zabitych przez narodowosocjalistyczne Niemcy podczas II wojny światowej w wydarzeniu, które powszechnie określa się jako Holocaust lub Shoah. Ale kiedy tak naprawdę po raz pierwszy usłyszeliśmy o liczbie 6 milionów? Większość ludzi odpowie, że liczba ta została ustalona po zakończeniu drugiej wojny światowej podczas Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze w latach 1945-1946.

Chociaż prawdą jest, że to właśnie podczas tego trybunału liczba 6 milionów została uznana za niekwestionowaną prawdę, to jej korzenie są w rzeczywistości znacznie starsze. W swojej książce Don Heddesheimer pokazuje, że liczba 6 milionów sięga żydowskiej kampanii zbierania funduszy, która miała miejsce podczas pierwszej wojny światowej i osiągnęła swoje apogeum w połowie lat 20. W ciągu tych lat, żydowskie grupy w USA rozprzestrzeniały plotki o cierpieniu milionów Żydów w Europie, z których miliony już zmarło a kolejne miliony czeka ten sam los. New York Times był głównym narzędziem tej propagandy, w którym zawarte były nawet takie określenia jak „eksterminacja”, „holocaust” i słynna już liczba „6 milionów”.

Chociaż propaganda o przesadzonych żydowskich cierpieniach nieco ucichła w latach 30., to jednak nigdy nie wygasła całkowicie i powtórnie nabrała zawrotnego tempa w latach 40. Obecnie, jak wszyscy dobrze wiemy, propaganda ta niebotycznie wzrosła po klęsce Niemiec w drugiej wojnie światowej, kiedy to zwycięskie państwa podchwyciły szansę na wykorzystanie tej propagandy oraz zwiększenia jej zakresu i wpływu. Praca Heddesheimera jasno pokazuje, że pochodzenie liczby 6 milionów, wraz z twierdzeniami o „eksterminacji” i „holocauście”, wywodzi się z kręgów żydowsko-syjonistycznych oraz jest częścią pewnego propagandowego wzorca, który służy promowaniu żydowskich celów politycznych i finansowych.

Książka Dona Heddesheimera „Pierwszy Holocaust – Zadziwiające pochodzenie liczby sześć milionów”:

Don Heddesheimer  „The First Holocaust – The Surprising Origin of the Six-Million Figure”

Artykuły Dona Heddesheimera:

  1. Don Heddesheimer  „Nothing Has Been Invented’: The War Journalism of Boris Polevoy”
Opublikowano Rewizjonizm Holocaustu | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz